Bałkański blog Agnieszki Skieterskiej, pisany od 2007 :: And all that will be left are the stories we have told
Blog > Komentarze do wpisu
Tak kończą dyktatorzy - duch Slobo

W niedzielę byłam w Požarevacu, mieście w którym urodził się Slobodan Miloszević. Były prezydent Jugosławii, który wplątał w kraj w krwawe wojny lat 90. i przez swe szaleńcze wizje doprowadził do śmieci dziesiątków tysięcy osób na Bałkanach, jest tu pochowany na trawniku swojej niewielkie białej willi. Po jego śmierci, w 2006 roku, Demokraci nie zgodzili się, by spoczął w alei zasłużonych. Leży więc skromnej mogile, pod drewnianym krzyżem. Obok czeka miejsce dla żony Mirjany. Domu przy ulicy Nemanjina 41 nie widać z drogi. Ukryty za wysokim ogrodzeniem stoi zamknięty. Tylko w niedzielę, jeśli zgodzi się ogrodnik, można wejść. – Kim jesteś? Naukowcem? To wchodź, nie chcemy tu żadnych dziennikarzy – mówi podejrzliwie. Po drugiej stronie zielonej bramy wiszą ozdobione czerwonymi sztucznymi kwiatami dwa plakaty z podobizną Miloszevicia. Nad jednym napis „Slobo żyje! Nie umarł, dopóki są Serbowie i Serbia”. Obok odezwa do Serbów, wydana przez sympatyków wodza, a w niej m.in. zdanie „Niech jego bohaterska śmierć inspiruje walczących o wolność”.

Miloszević w czasie procesu w Hadze, gdzie był sądzony za zbrodnie wojenne

Przy bramie ogrodnik każdemu wręcza świeczkę cerkiewną, nakazuje zapalić za duszę zmarłego. Dopiero potem prowadzi do grobu. Na zdjęcia się nie zgadza. Po namowach pozwala zrobić tylko zdjęcie mogiły, ale gdy wyciągam swój pokaźnych rozmiarów aparat staje się jeszcze bardziej podejrzliwy. Domem opiekuje się partia socjalistyczna, bo po upadku reżimu Slobo jego poszukiwani listami gończymi żona i syn Marko, którzy przez lata krówlali w Požarevacu, uciekli do Rosji. Władze Serbii oskarżyły ich m.in. o defraudację, a Mirjanę także o zlecenie zabójstwa dziennikarza. W marcu 2006 roku Moskwa obojgu przyznała jednak azyl polityczny. Po ich ucieczce miasto odetchnęło.

Grób Slobodana Miloszevicia

Sąsiadem Miloszeviciów przez lata był prawnik Momir Rogožarski. - Byłem pierwszym tutejszym opozycyjnym radnym, potem parlamentarzystą. Wówczas nie było to bezpieczne, bo Marko zachowywał się jak człowiek, którego prawo nie dotyczy. Bił np. publicznie członków studenckiego ruchu Otpor – wspomina były poseł. W 1999 roku, czasie nalotów NATO na Jugosławię, młody Miloszević paradował po ulicach ubrany na czarno i uzbrojony w karabin. Do niego należała dyskoteka Madonna, kompleks rozrywkowy, piekarnia, a nawet luksusowa perfumeria w Belgradzie. Ale w Serbii gazety twierdziły, że prawdziwy biznes Marko robił na przemycie narkotyków i handlu papierosami. Dziś z rodziny Miloszeviciów w Požarevacu została tylko żona i syn Marka. Wycieczkę do Požarevaca powinien odbywać każdy polityk, tak na wszelki wypadek, aby pamiętał jak mogą skończyć ludzie wielkiej władzy.

poniedziałek, 12 maja 2008, skieterska

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:

"Oko na Bałkany" na ekranie
Przegląd filmowy Oko na Bałkany