Bałkański blog Agnieszki Skieterskiej, pisany od 2007 :: And all that will be left are the stories we have told
Blog > Komentarze do wpisu
Pan Dumitrescu (1928-2008)

"Wiesz, nie napiszemy o nim. Nikt na kolegium go nie znał" - usłyszałam w tym tygodniu w redakcji po śmierci Ticu Dumitrescu, gdy przekonywałam, że to rumuński bohater, człowiek cieszących się w swym kraju wielkim uzaniem i że warto go pożegnać choć krótkim tekstem. Nie udało się, trudno odeprzeć taki argument... Ale ja go poznałam i było to jedno z tych spotkań, które zrobiło na mnie wrażenie, wzbogaciło mnie. Ot, rozmowa ze skromnym człowiekiem, który całe życie walczył o swój kraj. Mało? A może zbyt wiele?

Pana Dumitrescu poznałam w 2006 roku w Bukareszcie, gdy przyszłam robić wywiad Claudiu Secasiu, ówczesnym szefem rumuńskiego IPN, czyli Narodowej Rady ds. Badania Archiwów Securitate (CNSAS). Dumitrescu przyszedł do niego z jakimś pytaniem, przedstawiono nas sobie. Drugi raz spotkaliśmy się w Warszawie, rok temu. Zaczęliśmy rozmawiać o koszmarnych czasach, gdy młodziutki prawnik Dumitrescu - uznany przez komunistów za wroga ludu i w 1949 roku skazany na 27 lat więzienia - siedział w łagrach w delcie Dunaju. Rumuńskie obozy z lat 50-60 pod względem okrucieństwa można porównać tylko do radzieckiego GUŁAGU. Dumitrescu odzyskał wolność dopiero w 1964 roku, ale potem też było ciężko. 

Ticu Dumitrescu, fot.A.Skieterska

Jak wielu przeciwników systemu, po wyjściu z więzienia i po zakończeniu aresztu domowego, nie mógł wykonywać swego zawodu, pracował ficzycznie na budowach. Cały czas działał przeciko komunizmowi. Brał udział w rewolucji rumuńskiej 1989 roku, został przewodniczącym Związku Byłych Więźniów Politycznych. W wolnej Rumunii był głównym twórcą ustawy lustracyjnej. Dzięki niemu akta Securitate są stopniowo oddajniane. Ale gdy w jego kraju pojawiły się podobne problemy lustracyjne jak w Polsce, był jednak zawsze głosem rozsądku. Przeciwnikiem wściekłej lustracji, choć zwolennikiem prawdy. Za to i za bohaterstwo w czasach, gdy to najwięcej kosztowało ludzie go cenili. Dla mnie był jak żywy podręcznik historii Rumunii.

W Warszawie Ticu Dumitrescu opowiadał mi o stosach ciał, które znalazł w jednym z obozowych pomieszczeń. O torturach, o zabawach klawiszy, którzy  w środku nocy potrafili zbudzić jego ponad tysiącosobowy obóz i kazali odliczać kolejno wycieńczonym po całym dniu katrożniczej pracy więźniom. Stan nigdy się nie zgadzał, więc kazali liczyć od nowa, i tak po kilka, kilkanaście godzin.

Niestety, nasza rozmowa została gwałtownie przerwana w połowie przez organizatorów pobytu Pana Dumitrescu w Polsce. Zmienił się paln i gość nagle musiał już gdzieś jechać. Miałam nadzieję, że będzie jeszcze trzecie spotkanie- długi wywiad, w czasie którego dokończymy tę przerwaną rozmowę. Nie dokończymy, ale mam nadzieję, że taśmę z naszego spotkania jeszcze wykorzystam...

Ticu Dumitrescu zmarł 5 grudnia, po ciężkiej chorobie nerek. Zgodnie z wolą zmarłego jego ciało zostało wystawione w holu MSW, gdzie kiedyś mieścił się Komitet Centralny Rumuńskiej Partii Komunistycznej i gdzie w czasach reżimu komunistycznego był torturowany. W niedzielę 7 grudnia Ticu Dumitrescu został pochowany w rodzinnej miejscowości Fanari, w województwie Prahova. Prezydent Rumunii odznaczył go pośmiertnie najwyższym odznaczeniem państwowym. Specjalny list skierowała też do żałobników rumuńska rodzina królewska.

Pomyślałam, że dziś, w 27 rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Polsce, warto wspomnieć rumuńskiego bohatera. Nawet jeśli nikt na kolegium go nie znał.

sobota, 13 grudnia 2008, skieterska

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:

"Oko na Bałkany" na ekranie
Przegląd filmowy Oko na Bałkany