Bałkański blog Agnieszki Skieterskiej, pisany od 2007 :: And all that will be left are the stories we have told
Blog > Komentarze do wpisu
Kosowo - rok po ogłoszeniu niepodległości

Zamiast długiego podsumowania, napiszę Wam w punktach jak oceniam sytuację w Kosowie rok po ogłoszeniu niepodległości.

Sukcesy:

  • spokój w kraju i jego utrzymanie - to jest bezapelacyjnie największy sukces, mimo incydentów, do których dochodziło ( w tym ranienia polskich policjantów, kilku eksplozji ładunków wybuchowych, pobić itd.)
  • utworzenie większości instytucji potrzebnych w każdym państwie, takich jak trybunał konstytucyjny, czy rzecznik praw obywatelskich
  • symboliczna, ale jednak, obecność Serbów w rządzie (minister ds. społeczności i powrotów Saša Rašić oraz minister pracy i pomocy socjalnej Nenad Rašić ) 
  • powołanie armii i utworzenie wywiadu
  • włączenie nielicznej grupy Serbów do KPS - kosowskiej policji, a także do nowopowstałej armii
  • rozpoczęciw wydawania własnych paszportów
  • otwarcie pierwszych ambasad w Prisztinie, w tym np. USA i Niemiec
  • kraj zyskał poparcie większej części UE
  • idee wielkoalbańskie wciąż są na marginesie życia politycznego w Kosowie
  • uporządkowano sprawę granicy z Macedonią

Jedno z moich ulubionych zdjęć, jakie udało mi się zrobić w Kosowie. 10 grudnia 2007, demonstracja niepodległościowa w Prisztinie. Albańczyk na dachu Teatru Narodowego ściska flagę narodową, a świat patrzy. Dosłownie! Fot. A.Skieterska

Porażki:

  • Życie zwykłych obywateli (bez względu na to, czy Serbów, czy Albaczyków) nie uległo poprawie. Emerytura wynosi 70 euro, a puszka Coca Coli na głównej ulicy kosztuje 1 euro...
  • Większość obiecanych przez premiera Hashima Thaciego reform pozostaje tylko marzeniem
  • słabo rozwija się produkcja, a Kosowo wciąż  importuje nawet bardzo podstawowe produkty
  • nie udało się przekonać całej UE do uznania Kosowa, więc np. na Słowację z kosowskim paszportem się nie wjedzie
  • podział kraju na część serbską i albańską jest równie mocny jak przed ogłoszeniem niepodległosci, a w niektórych miejscach nawet mocniejszy
  • sytuacja wciąż wymaga dużego zaangażowania sił pokojowych KFOR. Było jasne, że 16 tys. żołnierzy NATO pozostanie w Kosowie, ale Sojusz liczył, że lokalne struktury zaczną przejmować ich obowiązki szybciej

Oczywiście zarówno listę sukcesów, jak i porażek można wydłużać w nieskończoność, ale te są moim zdaniem najważniejsze. Myślę, że niedługo znów zawitam do Kosowa, więc napiszę wtedy jak sytuacja ma się na miejscu.

środa, 18 lutego 2009, skieterska

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/02/24 22:54:35
Dwie wątpliwości:
Sukces - idee wielkoalbsńskie wciąż są na marginesie życia politycznego w Kosowie . Ale właściwie dlaczego idee wielkoalbańskie miałyby być czymś złym? Dlaczego istnienie dwóch państw jednego narodu ma być taką wartością?

Porażka - podział kraju na część serbską i albańską jest równie mocny jak przed ogłoszeniem niepodległosci, a w niektórych miejscach nawet mocniejszy . I znów - właściwie z jakiego powodu, skoro pozwolono się odłączyć Kosowu od Serbii, nie pozwolić skrawkom o zdecydowanej większości Serbów odłączyć się od Kosowa? Przecież chyba nikt nie był tak naiwny, żeby wierzyć, że Serbowie i Albańczycy w Kosowie będą się teraz kochać.

PS. Na blogu Pawła zadałem Pani pytanie o góry Bałkanów :).

-
2009/02/25 19:58:33
ad. idei wielkoalbańskich - wzmocnienie każdego z nacjonalizmów bałkańskich wywołuje zawsze destabilizację w całym regionie. Nie uważam, aby połączenie Kosowa z Albanią i dodanie do tego państwa np. rejonu macedońskiego Tetova przyniosło coś dobrego... Zresztą, większość kosowskich Albańczyków zdaje sobie sprawę z tego, że łatwiej Europie będzie postawić na nogi Kosowo, niż jakiś inny, większy twór, który dodatkowo spotkałby się z międzynarodową niechęcią. Generlanie fakt, że ideologia wielkoalbańska pozostaje w Kosowie na marginesie życia politycznego uznaję za sukces, bo w biedzie i trudnej sytuacji politycznej ludzi łatwo zachęca się do wszelkich "izmów". Cieszę się, że na razie tak nie dzieje się w Kosowie. Równie mocno cieszy mnie słabnąca pozycja Serbskiej Partii Radykalnej.

ad. podziału Kosowa - rzeczywistość w Kosowie nie jest tak prosta, jak często opisują to media, że na północ od Ibaru mamy część serbską, a na południe - albańską. Jak np. mialyby się od Kosowa odłączyć takie Sztyrpce - enklawa serbska pośród miejscowości albańskich? A takich miejscowości jest dużo. Ostatnio czytałam badania, z których wynika, że de facto liczbowo więcej Serbów mieszka na południu, niż na północy Kosowa. Zatem jeśli podział to według jakich kryteriów? Trochę o tej bardziej złożonej sytuacji pisałam tu: wyborcza.pl/1,86739,4254144.html
W miłość między Albańczykami, a Serbami oczywiście nie wierzę, ale po pierwszym roku koegzystencja wydaje mi się bardziej prawdopodobna niż np. 17.02.2008 roku :) Zobaczymy. Do czego prowadzą podziały i wielkie autonomie możemy obserwować np. w Bośni, o którą swoją drogą obawiam się znacznie bardziej niż o Kosowo.

ad. gór - jeśli będę wiedziała, chętnie odpowiem na pytanie o góry, ale proszę o zadanie go na moim podwórku :)
-
2009/02/26 15:30:05
Ja w pełni się zgadzam, że sytuacja w Bośni to dramat, ale dla mnie jest ona argumentem w zupełnie odwrotną stronę. Nie potrafię pojąć logiki, w której tzw. społeczność międzynarodowa zezwoliła na rozpad Jugosławii, ale w Bośni zmusza tamtejsze narody do trwania w federacji, która tak naprawdę nikomu nie odpowiada. To znaczy, jest jeden poważny kontargument: zgoda na podział sankcjonowałaby czystki etniczne. Ale czystki już się dokonały i nikomu życia się nie przywróci. Nie wszędzie da się przeprowadzić klarowny podział granicy wg zasady etnicznej, ale tam gdzie się da, moim zdaniem powinno się go przeprowadzić.

Co do Kosowa: argument o tym, że obywatele Kosowa nie będą chcieli łączyć się z Albanią, bo nie będą chcieli się dzielić z nią pomocą unijną, jest... hmm... dwuznaczny moralnie. Ale mniejsza z tym. Sytuacja, gdy jeden naród jest podzielony między dwa państwa, nie jest stabilna i prędzej czy później stanie się źródłem napięć.
Co do gór - miałem na myśli ogólnie góry Macedonii/Kosowa/Albanii, a w szczególności Szarską Planinę... na zdjęciach wygląda tak ślicznie... Czy w ogóle w obecnej sytuacji w regionie da się tam uprawiać turystykę?
-
2009/02/26 19:59:04
O Bośni nie będzie dziś pisać, bo to temat rzeka, więc jeszcze o wyznaczaniu granic według kryterium etnicznego - moim zdaniem nie da się go zastosować w Kosowie, czy Macedonii nie wywołując wojny. Dlatego jestem przeciw.

Jeśli chodzi o moralność i pomoc Zachodu - nie mnie oceniać moralność, ja jestem od opisywania rzeczywistości :) Argument o tym, że połączenie z Albanią źle wpłynęłoby na wysokość zachodniej pomocy mocno funkcjonuje w świadomości wielu Albańczyków z Kosowa. Tak po prostu jest.

Turystykę w Szar Planinie da się uprawiać! W Macedonii jest coraz więcej turytów w górach. Aby się nie rozpisywać zbyt dużo, wysyłam toszkę linków do relacji moich znajomych:
www.skpb.waw.pl/relacje/akcja-lato/1265-albania-1.html
www.skpb.waw.pl/relacje/akcja-lato/1272-albania-2.html
A tu kontakt: www.skpb.waw.pl/wyjazdy/akcja-lato/2007/wyjazdy/478-alias.html

Pozdrawiam
Agnieszka
-
2009/02/27 13:38:05
Na Summitpost piszą coś takiego o Szarskiej Planinie:

Because this mountain stretches across the Macedonia/Serbia-Montenegro border line, there is a need of special permit in order to visit the bordering peaks that can be obtained from the Ministry of interior. Othervise, there are no summit fees, nor a parking pass or fees.
However, it is strongly recommended to contact the Ministry of interior before going to the some of the regions of the mountain that has been affected by the clashes in the 2001. The mountain is mostly safe now, but there is still a need for precaution.


Jak widać po tym Serbia/Montenegro, to są informacje sprzed paru lat - ale wynika z nich, że jednak są poważne ograniczenia w poruszaniu się dla zwykłego turysty.
Dzięki za relację Adama, tyle że fragment macedoński został ocenzurowany :).

Pozdrawiam :)

-
2009/02/27 16:16:09
Wiesz, to jo pewnie pisał jakiś Europejczyk zachodni. Oczywiście rozsądek trzeba zachowywać, ale chodzić się da (nie ma np. min jak w Bośni). Kontakt z MSW? Dobre :) W wielu miejscach Rosji też to doradzają, gdybym się do tego zastosowała np. na Kamczatce nie moglibyśmy pójść nigdzie.DOSŁOWNIE! Tak więc opowieści o MSW należy raczej wrzucić między bajki. Konatak do Adama podałam Ci, bo jeśli mnie pamięć nie myli on znacznie więcej czasu spędził w Macedonii rok wcześniej i o tym już w rel. z Albanii nie pisze. Ja w Macedonii ostatnio chodziłam w ok. Ochrydu i było b. przyjemnie.
Acha, pytałeś u Pawła czemu mało w moich górskich wyjazdach gór bałkańskich. Odpowierdź jest prosta - te dalsze bardziej mnie pociągają. Europę zostawiam na później, gdy już mi się nie będzie chciało nosić 30 kg plecaka :) Oczywiście są wyjątki i sporo chodziłam np. po górach Bułgarii, Rumunii, Ukrainy ale to były i są wyjazdy krótsze, mniej intensywne niż np. wyprawy rosyjskie.

Pozdr.
A.

"Oko na Bałkany" na ekranie
Przegląd filmowy Oko na Bałkany