Bałkański blog Agnieszki Skieterskiej, pisany od 2007 :: And all that will be left are the stories we have told
Blog > Komentarze do wpisu
Muzeum Kultury Romskiej - najciekawsze w Brnie

Gdy pogoda na góry zbyt słaba, a Bałkany daleko, Czechy są idealne na weekendowy wyjazd, więc dziś będzie o Brnie. Sztandarowe atrakcje tego miasta znajdziecie w przewodnikach, ale mnie najbardziej spodobały się dwa miejsca rzadziej odwiedzane - Muzeum Kultury Romskiej i willa architekta Duszana Jurkowicia. O Jurkowiciu, którego nazwisko miłośnikom Beskidu Niskiego jest dobrze znane, kiedyś jeszcze napiszę, a na razie garść wrażeń z muzeum. 

Muzeum Kultury Romskiej w Brnie

Temat Romów w Czechach, podobnie jak w wielu kajach, do najłatwiejszych nie należy. Tym bardziej byłam ciekawa jak wygląda leżące na uboczu muzeum, które mieści się w romskiej dzielnicy Brna.

Ciekawa aranżacja pierwszego z pomieszczeń, które dzięki użyciu luster wydaje się dużo większe niż jest faktycznie, zapowiadała niebanalną i nowoczesną ekspozycję. Nie zwiodłam się. Wśród kolorowych strojów, przykładowych domostw, amuletów, zdjęć czy instrumentów muzycznych łatwiej poznaje się historię tej ciekawej grupy, która jest też przecież obecna we wszystkich bałkańskich krajach.

Wejście do muzeum, pierwsza sala z lustrzanymi ścianami i sufitem, fot. A. Skieterska 

Historia Romów w muzeum została przedstawiona od ich przybycia do Europy, aż do czasów współczesnych. Szczególnie zaciekawiły mnie dokumenty związne z działaniami władz Czechosłowacji na przełomie lat 20 i 30 XX wieku, gdy wiodących koczowniczy tryb życia Romów próbowano zliczyć, zarejestrować, przejąć kontrolę nach ich migracjami wewnątrz państwa, a w konsekwencji osiedlić. 

Początek XX wieku, rodzina przed wozem cygańskim, autor zdjęcia nieznany, ze zbiorów Muzeum Kultury Romskiej w Brnie.

W tym celu od 1927 roku na mocy nowego prawa wydawano "List kočovnický", rodzaj pozwolenia na koczowanie, którym trzeba było legitymować się różnym władzom. Zgodnie z tym prawem każdy Rom, który ukończył 14 lat otrzymywał też własny dokument tożsamości - legitymację cygańską (Cikánská legitimace). Jej posiadaczom odmawiano np. wstępu do łaźni, czy do niektórych obszarów miejskich. Dokument nie był zresztą czechosłowackim pomysłem, np. od 1816 roku podobne zaświadczenia wydawano Romom na terenach Królewstwa Polskiego. Czechosłowacka ustawa była też bezpośrednio wzorowana na przyjętym wcześniej prawodastwie francuskim z 1912 roku i bawarskim z 1926 roku, a przyjmowane wówczas przepisy prowadziły do dysryminacji Romów w niektórych obszarach życia.

W czechosłowackim "liście", poza wymienieniem wszystkich członków rodziny i ich odciskami palców, mogła być też okreśolna trasa, po której mógł się poruszać tabor. Całe prawo o liście koczowniczym na stronie Senatu Czech >>>

Ekspozycja w Brnie ukazuje fragment świata, którego już nie ma - kolorowych wozów cygańskich, magicznych wierzeń, ale pokazuje też okresy historii tragiczne dla ludności romskiej.

W jednej z końcowych sal opisana jest zagłada Romów z terenów Czechosłowacji. W czasie II wojny światowej, w lipcu 1942 roku, Niemcy nakazali przesiedlić ich do dwóch obozów przejściowych w Hodoninie i miejscowości Lety koło Pisku, skąd wywieziono ich głównie do niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady w Auschwitz, na terenie okupowanej przez Niemców Polski. Niemcy przetrzymywali i mordowali w nim Polaków, ludnością żydowską i obywateli z wielku krajów Europy. Szacuje się też, że w Auschiwitz więzili łącznie ok. 23 tys. Romów, a w komorach gazowych zgładzili ok. 21 tys. z nich, w tym kilka tysięcy Romów z terenu Czechosłowacji.

Poza znaną historią II wojny światowej i holokaustu, w Brnie dowiedziałam się o trudnych czeskich rozliczeniach z historią Czechosłowacji i okresu istnienia Protektoratu Czech, Moraw i Śląska Czeskiego, autonomicznej jednostki adnimistracyjnej, stworzonej przez niemiecką Rzeszę na terenie tych ziem okupowanych przez Niemców od 15 marca 1939 roku. Rozliczenia te związne są m.in. z obozami pracy przymusowej i obozami koncentracyjnymi dla Romów, w których strażnikami i komendantami byli obywatele dawnej Czechosłowacji, służący władzom Protektoratu. Ludzie ci, nadzorujący obozy w Hodoninie i Letach, skąd Romowie byli wywożeni do Auschwitz, nigdy nie zostali ukarani.

Na zdjęciu obóz w Hodoninie, repr. A. Skieterska

Dopiero w wolnych Czechach Romom udało się wywalczyć skromne formy upamiętnienia obozów. W 1995 roku pomordowanym i represjonowanym w czasie uroczystego odsłonięcia pomnika w Letach hołd oddał ówczesny prezydent Czech Vaclav Havel. Mimo tej wizyty i wieloletnich starań Romów oraz wezwań różnych organizcji nadal nie udało się jednak zlikwidować chlewni istniejącej na terenie dawnego obozu w Letach od lat 70. XX wieku. Sprawa ta do dziś budzi w czeskiej społeczności romskiej wielkie emocje.

O najbardziej tragicznym okresie historii Romów dużo materiałów w języku czeskim można znaleźć na stronie internetowej holocaust.cz.

sobota, 14 grudnia 2013, skieterska

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/12/14 15:32:23
O Romach wciąż wiemy mało, a jeśli już, to stereotypowo - wozy, patelnie, konie, wróżenie itp..
Nie ma się kto upomnieć o Romów,(tak, jak Żydzi walczą o swoje), dlatego powinniśmy pomóc zachować jak najwięcej z historii tego narodu, by następne pokolenia wiedziały więcej, niż utarte stereotypowe informacje.
Nie miałam pojęcia o obozach pracy dla Romów, ani o tym, że strażnikom tych obozów nie spadł włos z głowy. I to właśnie świadczy, ile znaczy ten naród dla świata. Wstyd.

"Oko na Bałkany" na ekranie
Przegląd filmowy Oko na Bałkany