Bałkański blog Agnieszki Skieterskiej :: And all that will be left are the stories we have told

O AUTORCE



kontakt:
balcanicus[at]gmail.com

niedziela, 07 lutego 2010
Serbia ma nowego patriarchę

Dosyć długa przerwa w pisaniu na "Oku" to wynik poważnych kłopotów zdrowotnych w mojej rodzinie, ale powoli wszytko idzie ku lepszemu, więc pora brać się do roboty :) Kończę zatem wpis zaczęty dwa tygodnie temu, ale że temat ważny i powróci jeszcze nie raz, więc warto dokończyć.

Zatem słów kilka o nowym patriarsze serbskiej cerkwi prawosławnej biskupie Irineju Gavriloviciu wybranym na ten urząd pod koniec stycznia. Nowy przywódca kościoła zastąpił zmarłego 15 listopada 2009 bardzo szanowanego w Serbii patriarchę Pavle, który słynął m.in. z tego, że po Belgradzie jeździł komunikacją miejską, a nie luksusową limuzyną, czym nie raz denerwował część lubujących się w wytwornych autach biskupów.

Patriarcha Pavle w miejskim autobusie, foto: internet

Pavle, podobnie jak większość patriarchów na Bałkanach, budził też - szczególnie poza Serbią - kontrowersje. Za to, że nie dość ostro przeciwstawiał się mordom dokonywanym przez Serbów przeciwko katolickim Chorwatom i muzułmańskim Bośniakom; za to, że tolerował radykałów w cerkwi wspierających nacjonalistyczne siły paramilitarne; za to, że wspierał biskupów jawnie nawołujących do wojny o Kosowo etc. Od dwóch lat faktycznie nie rządził już cerkwią, bo przebywał w ciężkim stanie w szpitalu, ale kim był 95-letni Pavle dla Serbów, najlepiej oddaje moim zdaniem to zdjęcie z jego pogrzebu:

Pogrzeb patriarchy Pavle, Belgrad, 19 listopada 2009 r. Foto: www.monachos.net

 

Jego następcą został biskup Niszu Irinej Gavrilović (na zdjęciu). Nowy patriarcha wybrany przez Święty Synod 22 stycznia 2010 r. oficjalnie objął swój urząd dzień później, w czasie uroczystej mszy w belgradzkiej katedrze św. Michała Archanioła.

Wybór głowy kościoła prawosławnego to temat ciekawy co najmniej z trzech powodów. Po pierwsze, patriarcha to w Serbii bardzo ważna postać. Jeśli chodzi o znaczenie społeczne, ważniejsza niż np. w Polsce prymas. Po drugie ciekawy jest sposób wyboru na ten urząd, a po trzecie to także wydarzenie o dużym znaczeniu politycznym dla całego regionu.

W Serbii, gdzie tradycja religijna miesza się z narodową, patriarcha pełni rolę duchowego przywódcy, uosabia jedność i wartości ważne od wieków. Stąd też wybór głowy kościoła ludzie śledzą z uwagą. Patriarchę  wybiera rada biskupów, czyli Święty Synod. Tym razem 37 jego uczestników w czterogodzinnym głosowaniu wybierało trzech kandydatów, którzy cieszą się ich największym uznaniem. Potem spośród nich wylosowano (tak, tak ślepy los) jednego i to wybrany właśnie w ten sposób biskup Niszu został 45 patriarchą serbskiej cerkwi prawosławnej.

Irinej Gavrilović uchodził za najbardziej umiarkowanego spośród trzech finalistów. Trudno jednak spodziewać się, by prawie 80-letni biskup wprowadził wielkie zmiany.

Zaraz po objęciu patriarszego tronu bardziej niż na kondycji cerkwi skupił się na polityce, natychmiast poruszając temat Kosowa. - Naszym podstawowym obowiązkiem jako kościoła jest ochrona Kosowa, świętej i męczeńskiej ziemi, pomoc naszemu państwu, w obronie go przed tymi, którzy chcą nim zawładnąć - powiedział Irinej.

Nowy patriarcha zapowiedział też, że 25 kwietnia w kosowskim Peczu (alb.Peja) odbędzie się jego koronacja na patriarchę tego miasta, bo zgodnie z historyczną nazwą patriarcha jest oficjalnie Archibiskupem Peczu, Metropolitą Belgradu i Karlovci. Właśnie w Peczu (Peji) serbska cerkiew prawosławna w XIV wieku uzyskała też autokefalię. Tego samego dnia w mieście ma się też rozpocząć zgromadzenie biskupów, które potem będzie kontynuowane w Belgradzie.

Władze Kosowa powiedziały, że nie widzą nic złego w intronizacji nowego patriarchy także w Peczu, ale ciekawi mnie jak sobie poradzą z zabezpieczeniem ceremonii, która na pewno przerodzi się w manifestację Serbów. Sporym wyzwaniem będzie też zabezpieczenie transportu kilkudziesięciu serbskich biskupów.

Patriarcha Irinej przejmuje cerkiew w dużo łatwiejszym momencie niż Pavle, który objął urząd w 1990 roku. Mam jednak nadzieję, że będzie potrafił trochę lepiej zapanować nad głoszącymi często bardzo niechrześcijańskie hasła niektórymi biskupami, jak choćby nad kosowskim Artemije...

18:11, skieterska , Serbia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 stycznia 2010
"Oko" tuż za Wiki :)

Panie i Panowie,

"Oko na Bałkany" wskoczyło dziś na trzecią pozycję w polskiej wersji Google'a. Pierwsze dwa miejsca są moim zdaniem nie do ruszenia, bo to hasła z Wikipedii, więc wyżej raczej się nie da. Dziękuję zatem za wszystkie kliknięcia i komentarze, pochwały i krytyki. Cieszę się bardzo, że blog czyta coraz więcej osób i to o różnych poglądach, przez co dyskusje stają się ciekawsze. Dzięki temu chce się pisać :)

Print screen z 22.01.2010, g.12:39

Oczywiście pozycja w Google zmienia się w różnych okresach czasu, więc już za kilka godzin czy dni może być inna, ale "Oko" utrzymuje się w pierwszej piątce-ósemce wyników wyszukiwania dla hasła "Bałkany" od ok. dwóch lat, więc postanowiłam za to podziękować :)

- Agnieszka

czwartek, 21 stycznia 2010
Bułgaria walczy o Oscara, a Polska opuszcza Bułgarię

Nasz "Rewers" odpadł z wyścigu o Oscara (szkoda), ale wśród dziewięciu szczęściarzy nominowanych w kategorii "najlepszy obcojęzyczny" znalazł się film bułgarski pt. "Świat jest Wielki a Zbawienie Czeka za Rogiem" (bułg. "Svet je velik in resitev se skriva za vogalom" lub ang. "The World Is Big and Salvation Lurks around the Corner"). To jedyny reprezentant bałkański i jeden z czterech europejskich. O tym ko dostanie Oscara dowiemy się 7 mrca.

Bułgarski film w reżyserii Stefana Komandareva był pokazywany w Polsce. Miał u nas premierę w marcu 2009, ale umknął mi, więc muszę go poszukać w sieci. Recenzje ma całkiem dobre.

O filmie możecie poczytać np. tu: http://cineuropa.org/film.aspx?documentID=71049 , a recenzja tu: http://www.hollywoodreporter.com/hr/film-reviews/the-world-is-big-and-salvation-lurks-around-1004059873.story

Trailer prezentuje się tak:

Ale bardziej niż trailer przekonują mnie chłopaki z The Festival Band i ich kwałek "Backgammon Dice" :

A skoro już o Bułgarii piszę, to trzeba wspomnieć o tym, że Polska, a konkretnie nasze MSZ, zdecydowało właśnie o zamknięciu Instytutu Polskiego w Sofii. Mogę tylko powiedzieć, że przykro mi z powodu tej decyzji.

W internecie trwa zbieranie podpisów pod petycją przeciwko likwidacji Instytutu. Można ją przeczytać i podpisać tu: http://www.petycje.pl/petycja/4750/likwidacja_instytutu_polskiego_w_sofii.html

A na stronie MSZ możecie zapoznać się z komunikatem ministerstwa w sprawie Instytutu: http://www.msz.gov.pl/Oswiadczenie,ws.,doniesien,prasowych,dotyczacych,postulatow,przeciw,likwidacji,Instytutu,Polskiego,w,Sofii,33062.html

Moje osobiste kontakty z IP w Sofii zawsze były bardzo owocne. Kilka razy pisząc teksty o Bułgarii radziłam się osób związanych z Instytutem w różnych sprawach. Zawsze uzyskiwałam bardzo kompetentne porady, świadczące o wyśmienitej znajomości środowiska kulturalnego i politycznego Bułgarii, a przede wszystkim realiów tego kraju. 

Muszę też powiedzieć, że na pewno nie można o tej placówce powiedzieć, że była anachroniczna, czy że skupiała się na docieraniu do małego grona osób. Wystarczy choćby popatrzeć na to, kogo młode kierownictwo Instytutu zapraszało z Polski na festiwal filmowy do Warny, jakie filmy czy sztuki były pokazywane w bułgarskiej stolicy...

Zamknięcie Instytutu Polskiego w Sofii, jedynego na Bałkanach (nie licząc Rumunii), jest stratą dla Polonii w Bułgarii, ale jest też stratą dla Polski. To banał, ale przy takich placówkach zawsze gromadzą się ludzie, którzy są przyjaciółmi naszego kraju. A przyjaciół zawsze i wszędzie warto mieć. 

Argumenty ekonomiczne, przemawiające rzekomo za likwidacją, mnie nie przekonują. W skali budżetu państwa są to kwoty bardzo małe.

02:00, skieterska , Bułgaria
Link Komentarze (1) »
sobota, 16 stycznia 2010
Mara - muzyczna pocztówka z Bośni

Gdybym miała nadmiar gotówki, zainwestowałabym w sieć sklepów muzycznych na Bałkanach. Od Prisztiny, przez Skopie, Belgrad, po Sarajewo kupienie fajnych płyt jest trudne. Nie dlatego, że brakuje muzyki, która mi się podoba, lecz dlatego, że sklepy są beznadziejne i sprzedają głównie bazar-disco, turbofolk, czy straszie stare zespoły. Nieliczne wyjątki - Mamut w Belgradzie, nieistniejący już Ginger w Prisztinie, czy Magaza w Sarajewie - nie zmieniają mojej opinii. Ale trudno, jest jak jest i mimo tej nędzy zawsze staram się kupić zapas nowych płyt. Z Sarajewa przywiozłam właśnie kolejne.

Na pierwszy ogień pójdzie więc płyta "Vazduh" ("Powietrze") lub też "VaSduh" (na płycie sostowana jest  podwójna pisownia, bo tytuł robi się wówczas wieloznaczny - "Powietrze" lub "Wasz duch"). Jej autor Sanel Marić Mara pochodzi z Mostaru. Nad płytą pracował pięć lat, bez pośpiechu, dla przyjemności. Znalazły się na niej utwory ludowe, Sevdalinki (bośniacka specjalność muzyczna, o której kiedyś napiszę) i wiersze pięciu znanych poetów tworzących w Bośni na przełomie XIX i XX wieku: Antuna Branko Šimicia (1898-1925), Mehmedaliji "Mak" Dizdara (1917-1971), Safveta Beg Bašagicia (1870-1934), Avdo Katabegovicia Hasanbegova (1878-1908) oraz Aleksy Šanticia (1868-1924). Właśnie wybór tych ostatnich wydaje mi się bardzo ciekawy.

Mara skomponował całą muzykę. Pierwsza piosenka z płyty to "Uspavanka" ("Kołysanka", ale trudno przy tym raczej usnąć). Posłuchajcie:

I jeszcze jedyny kawałek, który ma jakiś teledysk na Youtube "Ne vjeruj u moje stihove" ("Nie wierz w moje wiersze"). Niestety zupełnie nie wiem czemu muzyk czołga się po tym dywanie...

Płyta "Vazduh" jest dosyć nierówna, oprócz fajnych aranżacji są na niej utwory sporo słabsze. Takie w stylu ni to etno, ni to rock, bardziej nie-wiadomo-co. Ale ogólnie projekt ciekawy, nie codziennie w BiH pisze się przecież muzykę do wierszy z przełomu minionych stuleci! 

Więcej piosenek znajdziecie na "My space":  http://www.myspace.com/maramostar 

Gdyby ktoś szukał sensownego sklepu muzycznego w Sarajewie, to poleca niewielką, ale dobrze zaopatrzoną i prowadzoną przez bardzo kompetentnego sprzedawcę "Magazę", w zaułkach Baščaršiji, ul. Veliki Ćurčiluk 20.

poniedziałek, 11 stycznia 2010
Chorwacja ma nowego prezydenta i to z talentem (przynajmniej muzycznym)

Profesor prawa, a zarazem uznany kompozytor Ivo Josipović został wczoraj prezydentem Chorwacji. Według wstępnych wyników poparło go ponad 60 proc. wyborców.

- Zwyciężyliśmy! Nie chcę was rozczarować - powiedział Jospiović do swoich wyborców po ogłoszeniu wstępnych wyników drugiej tury głosowania. Nowy prezydent, były komunista, kandydat opozycjnej Socjaldemokratycznej Partii Chorwacji (SDP), wykłada prawo karne, ale w Zagrzebiu uczy też kompozycji na Akademii Muzycznej. Za swe utwory był nagradzany w prestiżowych konkursach. Jako ekspert prawny współpracował i reprezentował Chorwację przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym ds. Zbrodni w b.Jugosławii (ICTY).

Ivo Josipović za fortepianem, foto: http://www.nacional.hr  

Dla Chorwacji tegroczne wybory oznaczają też kres 10-letniej prezydentury znanego z niewyparzonego języka, ale jedoncześnie polityka baradzo popularnego i o sporych zasługach dla Chorwacji, Stipe Mesicia.

W niedzielnej drugiej turze wyborów o fotel po 76-letnim Mesiciu, który zgodnie z konstytucją nie mógł ubiegać się o urząd po raz trzeci, oprócz Ivo Josipovicia rywalizował też burmistrz Zagrzebia Milan Bandić. Rywal kompozytora dostał jednak prztyczka w nos, bo oparło go 39 proc. głosujacych, a w dodatku - i to boli pewnie najbardziej - przegrał nawet w Zagrzebiu. Jeszcze niedawno obaj kandydaci byli w Socjaldemokratycznej Partii Chorwacji. Ale Bandić został usunięty z ugrupowania po tym jak nieuzyskawszy nominacji prezydenckiej zdecydował się kandydować w wyborach jako kandydat niezależny.

Ivo Josipović (ur. 1957) był od początku faworytem wyścigu prezydenckiego. W pierwszej turze, 27 grudnia 2009, uzyskał ponad 32% głosów, a Bandić niecałe 15%.

Josipović jest trzecim - po stojącm na czele państwa w czasie wojny nacjonalistycznym Franju Tudjmanie i rządzącym przez ostatnią dekadę Stjepanie Mesiciu - prezydentem Chorwacji od ogłoszenia przez kraj niepodległości. Będzie też prezydentem, który wprowadzi Chorwację do Unii Europejskiej, co wedle zapowiedzi ma nastąpić przed 2012 rokiem. Kampanię prowadził właśnie głównie pod kątem integracji z UE i wlaki z korupcją.

Po wyborze nowej głowy państwa w Chorwacji zapanuje układ "wasz prezydent, nasz premier", bo socjaldemokraci wzięli wczoraj Pałac Prezydencki, a po wyborach parlamentarnych z listopada 2007 Chorwacka Wspólnota Demokratyczna (HDZ) ma rząd i najwięcej (66) miejsc w parlamencie. Socjaldemokraci mają 56 posłów.

Wybory prezydenckie są dla HDZ wielką porażką. Kandydat partii Andrija Hebrang, wielokrotny chorwacki minister zdrowia i obrony, zajął w pierwszej turze trzecie miejsce, zdobywając ciut ponad 12 proc. głosów.

Kadencja prezydenta Chorwacji trwa pięć lat.

A tu jedna z kompozycji Josipovicia pt. Samba de camera (1985):

01:54, skieterska , Chorwacja
Link Komentarze (3) »
niedziela, 10 stycznia 2010
Wszystkie końce Jugosławii i internetowy fart Czarnogóry

Chorwaci głosują dziś w drugiej turze wyborów prezydenckich. O schedę po rządzącym przez ostatnią dekadę Stipe Mesiciu rywalizują Ivo Josipović i burmistrz Zagrzebia Milan Bandić, niegdyś obaj z Socjaldemokratycznej Partii Chorwacji, dziś przeciwnicy. Sondaże większe szanse dają Josipoviciovi, ale nim wynik będzie jasny napiszę trochę o internetowym końcu Jugosławii i sukcesie Czarnogóry.

Dla różnych osób na Bałkanach i poszczególnych narodów Jugosławia skończyła się w różnym momencie. A to gdy rozpoczęły sie wojny, a to gdy ich ojczyzny ogłosiły niepodległość, lub też wtedy, gdy 4 lutego 2003 roku Federalna Republika Jugosławii przekształciła się w państwo o nazwie Serbia i Czarnogóra, albo po referendum  niepodległościowym, które odbyło się w maju 2006 roku w Czarnogórze i przesądziło o oderwaniu się tego kraju od Serbii. 

Są i tacy, dla których Jugosławia skończył się, gdy w listopadzie 2008 z taśmy produkcyjnej zjechało ostatnie auto marki Yugo ;). Istnieje oczywiście i grupa, która kresu Jugosławi nie uznaje.

Bez względu na te różnice pewne jest, że w internecie Jugosławia przestała istnieć 1 października 2009 roku, gdy została zlikwidowana jej domena internetowa "yu", utworzona w 1989 roku.

Przepraszam, ale pańskie Yugo potrzebuje importowanych części, a Jugosławii już nie ma

Najdłużej korzystały z niej władze Serbii, ale od jakiegoś czasu Belgrad zaczął stosować już własną domenę "rs" działającą od marca 2008 roku i tak np. adres rządu Serbii zmienił się z www.srbija.sr.gov.yu na www.srbija.gov.rs . Dziś, po wpisaniu w przeglądarce starych adresów, najczęściej uruchamia się przekierowanie na nowe strony.

O śmierci domeny "yu" nie pisałam na blogu, ale dziś skłonił mnie do tego news o dużym sukcesie nowej domeny Czarnogóry - "me".  Po ogłoszeniu niepodległości w 2006 roku niespełna 700-tysięczny kraj zaczął starania o własną domenę i uzyskał ją we wrześniu 2007 roku. Miał farta, bo dostał fajny skrót - "me" nawiązujący do tradycyjnej, stosowanej od dawna nazwy kraju "Montenegro", którą dziś zapożyczyli m.in. Brytyjczycy.

Ale poza określeniem nowego kraju "me" to także angielskie "ja", "mnie" itd., czyli słówko, które może być atrakcyjne dla sporej grupy internautów. Skrót okazał się strzałem w dziesiątkę. Nowa domena stała się najszybciej rejestrowaną domeną w dotychczasowej historii internetu.

Wśród zarejestrowanych już ponad 320 tys. domen "me" są np. takie jak about.me, love.me, develope.me, search.me itd. Ponoć niektóre adresy osiągają na aukcjach cenę 15 tys. dolarów, nie jest to rekord, ale całkiem nieźle jak na niepozorny czarnogórski adres.

Co już zarejestrowano można sprawdzić na http://www.domen.me/ .

Wcześniej podobny sukces odniosła domena narodowa maleńkiego Tuvalu - "tv", która okazała się łakomym kąskiem dla stacji telewizyjnych na całym świecie. Stacje radiowe chętnie natomiast kupują strony z należącą do Mikronezji końcówką "fm".

Na swoją domenę czeka też Kosowo, które na razie korzysta z adresu  www.ks-gov.net .

16:06, skieterska , Yugoland
Link Komentarze (1) »
wtorek, 29 grudnia 2009
"10 minut" na Nowy Rok

Nocne rozmowy z przyjaciółmi czasem są równie ciekawe jak dalekie podróże. Podobnie wzbogacają, dają do myślenia, pobudzają w człowieku to, co najcenniejsze. Wczoraj spotkałam się z przyjaciółką, która od jakiegoś czasu otwiera mi oczy na różne bałkańskie zawiłości. Pokazała mi film krótkometrażowy, którego wcześniej nie widziałam. Szkoda, że umknął mojej uwadze! Mam jednak nadzieję, że część z czytelników tego bloga też nie oglądała "10 minut". Film bośniackiego reżysera Ahmeda Imamovicia powstał w 2002 roku, a jego akcja rozgrywa się w 1994 roku.

Pomyślałam, że koniec roku, to czas podsumowań, zastanawiania się nad różnymi sprawami, planowania. Warto mieć w pamięci takie 10 minut...

Imamović był pierwszym asystentem reżysera na planie "Alei snajperów " (oryg. Welcome to Sarajevo), reż. Michael Winterbottom. Film ten dobrze zapamiętałam, bo dawno temu urwałam się z lekcji, by na niego pójść i wciąż uważam, że był to słuszny wybór:) 

Po kilkunastu dokumentach i "10 minutach" bośniacki reżyser w 2005 roku nakręcił "Go West". Film, który wywołał wiele szumu w BiH, bo opowiadał o parze gejów - Muzułmaninie i Serbie - w dodatku wojna była tylko tłem dla ich skomplikowanych losów.

P.S. Przed Nowym Rokiem napiszę jeszcze pewnie o wyborach prezydenckich w Chorwacji (pierwsza tura odbyła się w niedzielę), bo kończy się dekada dosyć barwnego polityka Stipe Mesicia, ale dziś nie mam do tego serca.

wtorek, 22 grudnia 2009
Serbia bliżej Unii

Serbia oficjalnie złoży dziś w Sztokholmie wniosek o członkostwo w Unii Europejskiej.Od tego kroku do wstpąpienia do Wspólnoty Belgrad czeka jeszcze co najmniej kilka lat negocjacji, wprowadzenie tysięcy zmian w prawie, spełnienie setek kryteriów, ale dziś wypada tylko powiedzieć: szczęśliwej drogi Serbio! A prezydentowi Tadicowi pogratulować wytrwałości.

Zaraz po ceremonii się zaczną napuszone dyskusje pod hasłem "po co Serbia w Unii", albo "co Serbia wniesie do EUropy" itd. Nie ma się co rozpisywać, bo przecież dobrze wiemy, co takie kraje jak Polska czy Serbia dają Wspólnocie, a co UE może dać im. Państwom byłej Jugosławii członkostwo może dać jeszcze dodatkową korzyść - względną stabilizację.

Gdy w listopadzie było już jasne kiedy Belgrad złoży wniosek o akcesję Corax namalował w dzienniku "Danas" taki rysunek:

Prezydent Serbii ze śliwowicą w dłoni podąża na podbój UE by Corax.

Rząd w Belgradzie złoży wniosek o członkostwo w UE niemal dokładnie rok po tym, jak wystąpiły o to władze Czarnogóry, która do 2006 roku tworzyła z Serbią jedno państwo.

Z krajów byłej Jugosławii najbliżej wstąpienia do UE jest Chorwacja, która kończy negocjacje akcesyjne, za nią do bruselskich drzwi pukają Macedonia (ma status kandydata od 2004 roku) i Czarnogóra, potem Serbia. W ogonku za Belgradem czeka jeszcze Sarajewo i Tirana.  W odległych marzeniach także Prisztina chciałaby szybciej integrować się z UE, ale na razie jest to pieśń przyszłości.

Nie wiadomo czy Unia, zniechęcona do kolejnego rozszerzenia po wstąpieniu do Wspólnoty Bułgarii i Rumunii, zgodzi się w nieodległej przyszłości na członkostwo krajów bałkańskich, ale nawet bez tego wiele może dla nich zrobić. Udowodniła to kilka dni temu znosząc od 19 grudnia obowiązek wizowy dla obywateli Serbii, Czarnogóry i Macedonii. Teraz na podobny gest czekają pozostałe kraje byłej Jugosławii.

Dla przypomnienia powiem tylko, że Polsce negocjacje z UE od momentu złożenia wniosku o członkostwo zajęły 10 lat (1994-2004), a Rumunii i Bułgarii 12 lat (1995-2007).

03:07, skieterska , Serbia
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19