Bałkański blog Agnieszki Skieterskiej, pisany od 2007 :: And all that will be left are the stories we have told
środa, 27 sierpnia 2014
Powrót na Bałkany i moje trzy ulubione miejsca w Belgradzie

W Polsce jesień już czeka za progiem, więc pora od niej uciec. Za kilka dni kierunek Bałkany! W planie co najmniej Serbia i Czarnogóra, a jak się dobrze ułoży także Albania i Chorwacja. A ponieważ korzystając z tanich lotów podróż zaczniemy w Serbii, dziś moje trzy ulubione miejsac w Belgradzie, który nota bene dzięki dogodnemu połączeniu staje się całkiem popularnym celem wyjazdów polskich turystów.

 1. Ulica Skadarska

Magiczne, choć mocno turytyczne miejsce. Ulica knajp z muzyką na żywo, a do tego kramy z antykami. Świetne miejsce na pierwszy czy ostatni wieczór w Belradzie. W samym centrum, a jednak bez zgiełku wielkiego miasta. 

Knajpka na Skadarskiej, fot. A.Skieterska

Sprzedawcy starych przdmiotów, fot. A.Skieterska

2. Zemun

Tu po prostu nadal czuć Austro-Węgry. Zemun, dziś dzielnica Belgradu, a dawniej osobne miasteczko ma w sobie urokliwą powolność rodem nie z tej epoki. Lubię poplątać się krętymi i niekiedy stromymi uliczkami, by spod wieży popatrzeć na Dunaj. Przeciętnemu mieszkańcówi Belgradu dzielnica kojarzy się też z tutejszą mafią.  

Widok na spadziste dachy Zemunu, fot. A.Skieterska

Kręte uliczki Zemunu, fot. A.Skieterska

3. Zeleni venac 

Uwielbiam bazary pod każdą szerokością geograficzną. W Belgradzie, jak chcę się dowiedzieć, co myślą Serbowie, właśnie tam zadaję mniej wygodne pytania i najczęściej dostaję na nie szczere odpowiedzi ;-) No i oczwyiście kupuję tam różne cuda np. z papryki, czy smaczne sery. Rynek mieści się w samym centrum miasta.

 


Wyborne przeciery paprykowe i inne pikle najlepiej kupić właśnie tu. Fot. A.Skieterska

 

Skarbem Blegradu są też całe kwartały modernistycznych ulic, które bardzo lubię. W wielu zachowały się ciekawe drzwii wejściowe i inne detale. Ale te zakątki najepiej odkrywać samemu, spacerując po ulicach miata.

Jeśli macie swoje ulubione miejsca w Belgradzie, zachęcam do ich polecania w komentarzach pod tym postem!

sobota, 28 czerwca 2014
100. rocznica zamachu w Sarajewie

28 czerwca 1914 roku następca tronu Austro-Węgier arcyksiążę Franciszek Ferdynad Habsburg wraz z żoną Zofią von Chotek po godzinie 10 właśnie zakończyli 10-minutową wizytę w sarajewskim ratuszu.

Wyszli z eleganckiego budynku, symbolu nowej austro-węgierskiej władzy, znanego do dziś jako Vijećnica. Wsiedli do auta i odjechali w kierunku kolejnego punktu swojej wizyty - szpitala, do którego przewieziono wojskowego Ericha von Merizzi, rannego w porannym nieudanym zamachu na książęcą parę. Arcyksiążę koniecznie chciał go odwiedzić.

Arcyksiążę i jego żona opuszczają sarajewski ratusz, zdjęcie ze zbiorów Muzeum Sarajewa 1878-1918, rep. A. Skieterska

Kilka minut później, nad przecinającą miasto rzeką Miljacka, do jadącej kabrioletem pary dwa strzały oddał serbski nacjonalista pochodzący z Bośni Gawriło Princip. Dziewiętnastolatek był jednym z siedmiu zamachowców, którzy tego dnia czyhali na Franciszka Ferdynada. Następca tronu i jego żona zginęli od kul, osierocając troje dzieci - 13 letnią Zofię, 12-letniego Masymiliana i 10-letniego Ernsta.

Zamachowiec należał do radykalnych organizacji Młoda Bośnia i Czarna Ręka, które sprzeciwiały się panowaniu habsburskiemu nad Bałkanami i trwającej już wówczas 36 lat okupacji Bośni (zamieszkanej wtedy głównie przez Serbów, całkowicie zmarginalizowanych jednak w bośniackiej administracji) przez Austro-Węgry. 

Zamach w Sarajewie zmienił historię Europy. Stał się bezpośrednią przyczyną wybuchu I wojny światowej, której -o ironio - Franciszek Ferdynand był przeciwnikiem. 

Arcyksiążę i jego żona przejeżdżają nad rzeką Miljacką, zdjęcie ze zbiorów Muzeum Sarajewa 1878-1918, rep. A. Skieterska

Para książęca 4 lipca 1914 roku została pochowana w krypcie na zamku Artstetten w Austrii, który był ich rodzinną siedzibą.

Miejsce spoczynku nie było typowe dla następcy tronu, ale Zofia i jej dzieci nie miały prawa zostać pochowane w krypcie kapucyńskiej w Wiedniu, gdyż ślub Habsburga z czeską hrabinaką uznano w rodznie za mezalians. Cesarz Franciszek Józef zgodził się na to małżeństwo tylko pod warunkiem, że po objęciu tronu przez Franciszka Ferdynada jego żona, która po zawarciu małżeństwa przyjęła nazwisko  von Hohenberg,  nie będzie miała prawa do cesarskiego tytułu, a jego potomkowie nie odziedziczą tronu. Arcyksiąże Franciszek Ferdynand, po tym, gdy jego czwarte dziecko z Zofią urodziło się martwe, nakazał więc wybudowanie rodzinnej krypty w Artstetten, by mógł w niej spocząć ze swoją rodziną. Dziś w malowniczej posiadłości, zamieszkanej przez potomków Habsburgów, mieści się muzeum poświęcone zamordowanej w Sarajewie parze. Także auto marki Gräf & Stift, w którym zostali zastrzeleni przetrwało do dziś i można je oglądac w wiedeńskim Heeresgeschichtliches Museum.

Różnice stanu między małżonkami podkreślano faktycznie do końca. W czasie ich wiedeńskiego pogrzebu trumna Zofii leżała na katafalku 50 cm niżej niż trumna męża... W ceremonii nie mogły wziąć też udziału dzieci 51-letniego Franciszka Ferdynada i 46-letniej Zofii, gdyż zdaniem krewnych były niegodne cesarskiego rodu.

Po zamachu w Sarajewie Austro-Węgry, zgodnie z postawionym Serbii ultimatum, chciały przeprowadzić śledztwo na serbskim terenie. Władze Serbii nie zgodziły się na to, co stało się pretekstem do wypowiedzenia im 28 lipca 1914 roku przez Austro-Węgry wojny, którą nazwano potem I wojną światową. Dalej wydarzenia potoczyły się lawinowo: Serbią poparła Rosja, zaś Austro-Węgry - Niemcy. Rosję poparła także Francja, a Francję i Rosję - Wielka Brytania. Pierwszego sierpnia Niemcy wypowiedziały wojnę Rosji. Kilka dni później w wojnie brały już udział największe państwa Europy. 

Gawriło Princip, razem z dwoma innymi spiskowcami, został skazany na 20 lat więzienia. Kara była stosunkowo łagodna, gdyż jako człowiek poniżej 20 roku życia traktowany był jako nieletni. Zachorował jednak w celi i zmarł 28 kwietnia 1918 roku w twierdzy Terezin, na ternie dzisiejszych Czech. Początkowo pochowano go w bezimiennym grobie, jednak jeden z Czechów obecny przy pochówku zapamiętał miejsce, gdzie pogrzebano Serba i w 1920 roku ekshumowano jego szczątki i przeniesiono do mogiły "bohaterów" na prawosławnym cmentarzu Św. Marka w Sarajewie. Tam spoczywają do dziś. 

W czasach Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców (1918-29) i Jugosławii Princip uznawany był za bohatera i męczennika walki o wolność. Wielu Serbów traktuje go tak do dziś. W konatonie Północne Sarajewo, gdzie dominują Serbowie, tuż przed obchodami 100. rocznicy zamachu oddano do użytku park jego imienia. Dla innych bośniacki Serb jest nacjonalistą i terrorystą, a jego działanie iskrą, która doprowadziła do śmierci milionów. 

W Sarajewie historię zamachu na Ferdynada i Zofię przybliża dziś niewielkie Muzeum Sarajewa 1878-1918. Zwiedzając je kilka lat temu, uświadomiłam sobie, że tragedia książęcej pary była być może pierwszą taką zbrodnią uwiecznioną przez fotografów.

Sarajewski ratusz, który przez wiele lat był siedzibą biblioteki, ponownie był świadkiem tragicznych wydarzeń w latach 90. XX wieku, w czasie trwającego 1000 dni oblężenia miasta przez Serbów. Biblioteka była ostrzeliwana i została podpalona, w wyniku czego niemal cały jej bezcenny księgozbiór spłonął. 

Vijećnica na początku odbudowy po wojnie z lat 1992-95, fot. A.skieterska

Historię ratusza krótko opisywałam już kiedyś na blogu, więc możecie przeczytać ten archiwalny wpis. A jeśli chcecie zobaczyć, co w Vijećnicy dzieje się teraz, warto odwiedzić stronę: www.vijecnica.ba, szczególnie polecam archiwalne zdjęcia.

niedziela, 25 maja 2014
Bałkany od podszewki, czyli dyplomacja od kuchni i w terenie

Dwa filmy o Bałkanach startują w tegorocznym konkursie filmów dokumentalnych na rozpoczynającym się dziś 54. Krakowskim Festiwalu Filmowym. Przybliżający bałkańskie problemy węgierscy "Mediatorzy" i duńska "Wyższa konieczność" pokazują, jak ciężko rodzą się dyplomatyczne porozumienia i jak światowa polityka puka do naszych drzwi, nawet gdy tego nie planujemy. Oba dokumenty są zdecydowanie warte zobaczenia.

Duszny gabinet w Brukseli, w nim brytyjski dyplomata i strateg Robert Cooper, bohater filmu "Mediatorzy", reprezentujący Unię Europejską w pierwszych w historii bezpośrednich rozmowach między Serbią a Kosowem, które rozpoczęły się 8 marca 2011 roku, trzy lata po ogłoszeniu niepodległości przez kosowskich Albańczyków.

Przy stole w pokoju Coopera, po wielu rundach negocjacji, od kilku godzin trwają końcowe rozmowy między wicepremier Kosowa Editą Tahiri i Borko Stefanoviciem, reprezentantem rządu Serbii. Stawką jest szybkie przyznanie Serbii statusu kandydata do Unii Europejskiej i bliższa współpraca Kosowa z UE.

Reprezentanci Prisztiny i Belgradu walczą o każde słowo porozumienia, a duńska dokumentalistka Karen Stokkendal Poulsen towarzyszy im z kamerą w ważniejszych momentach. Zapis rozmów pokazuje pasjonujące kulisy dyplomacji. Nie łatwo je oddać w atrakcyjny dla widza sposób, ale Dunce to zadanie się udaje.

W filmie zabrakło mi tylko jednego - pokazania widzom, czemu porozumienie uzgodnione ostatecznie 24 lutego 2012 roku było istotne i co zmieniło, a przecież wśród ustaleń znalazło się wówczas sporo ważnych dla zwykłych ludzi spraw m.in.: wzajemne uznawanie dyplomów uniwersyteckich, uznanie przez Serbię kosowskiej kontroli celnej i kosowskiej reprezentacji w organizacjach regionalnych.


The Agreement/Forhandleren trailer UK subs
from Bullitt Film on Vimeo. 

Dokument "Mediatorzy" kończy się w chwili uzgodnienia tekstu pierwszego porozumienia między dwoma krajami, jednak przy tej okazji warto dodać, że w kwietniu 2013 roku Kosowo i Serbia podpisały drugi wspólny dokument, tzw. Porozumienie brukselskie, które było negocjowanie przez premierów obu krajów. Po jego podpisaniu Komisja Europejska zarekomendowała rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych z Serbią (rozpoczęły się w styczniu 2014 r.) i prac nad umową stowarzyszeniową z Kosowem (proces zaczął się w październiku 2013 r.).

Z zupełnie innej perspektywy widzimy Bałkany i Unię Europejską w świetnym węgierskim dokumencie pt. "Wyższa konieczność". Viktor Oszkár Nagy i András Petrik opowiadają w nim historię pogranicza węgiersko-serbskiego, które dla przybyszów z Afganistanu, Mali czy Ghany staje się bramą do lepszego świata lub też barierą niemożliwą do pokonania, od której niczym od trampoliny odbijają się wracając po kilka-kilkanaście razy do Serbii i czekając na kolejną szansę.

Pastor Tibor Varga z jednym z imigrantów, kadr z filmu "Wyższa konieczność"

Imigranci, mimo zimy i trudnych warunków, próbują przedostać się z serbskiej Suboticy do węgierskiej miejscowości Röszke. Zmarzniętym i głodnym, koczującym w foliowych prowizorycznych namiotach pomaga węgierski pastor Tibor Varga mieszkający w Serbii. Z drugiej strony przeprawę na Węgry próbują uniemożliwić im tamtejsza wyposażona w kamery termowizyjne Straż Graniczna pilnująca granicy Unii Europejskiej, ale też Gwardia Obywatelska złożona z miejscowych ochotników z Röszke...

Trailer filmu "Wyższa konieczność" >>>

Oglądając film przypominały mi się historie z różnych zielonych granic, które widziałam- czy to w Bieszczadach, na pograniczu polsko-ukraińskim, czy w okolicach bośniackiego miasteczka Trebinje, gdzie wiedzie szlak przemytniczy z Czarnogóry. Wszędzie tam, pod osłoną nocy, rozgrywają się ludzkie dramaty, a mieszakańcy pobliskich miejscowości odczuwają skutki konfilktów zbrojnych czy przewrotów, które toczą się tysiące kilometrów od ich domów. Czasami ofiary tych wydarzeń dosłownie pukają do ich drzwi, często w letnich strojach w środku zimy lub na skraju wyczerpania.

Autorzy filmu nie oceniają czyja postawa - pastora czy gwardzistów-ochotników - jest lepsza. Zwracają jednak uwagę na problem coraz większej liczby imigrantów, którzy szukają w Europie schronienia i na to, w jaki sposób UE próbuje sobie z nimi poradzić. Rocznie w Unii Europejskiej - jak podają węgierscy dokumentaliści - odnowtowuje się ok. 100 tys. prób nielegalnego przekroczenia granic Wspólnoty. Granicę serbsko-węgierską dziennie próbuje pokonać ok. 100 osób.

54. Krakowski Festiwal Filmowy trwa do 1 czerwca. 

 

Sprawdź projekcje "Mediatorów" i "Wyższej konieczności".

Zobacz opisy wszytkich filmów 54. Krakowskiego Festiwalu Filmowego >>>

sobota, 24 maja 2014
Bałkany zarażają! - bałkańskie kino na Krakowskim Festiwalu Filmowym

Po raz 54 w niedzielę 25 maja w Krakowie rozpocznie się uczta dla miłośników filmów dokumentalnych, krótkich metraży i animacji. Na tegorocznym Krakowskim Festiwalu Filmowym na widzów czeka 110 filmów, wśród których nie zabraknie produkcji opowiadających o Bałkanach. 

W konkursie pełnometrażowych filmów dokumentalnych zobaczymy dwa bałkańskie tytuły. "Mediatorzy" duńskiej reżyserki Karen Stokkendal Poulsen opowiadają o serbsko-kosowskich negocjach toczących się pod auspicjami Unii Europejskiej, w wyniku których stosunki Belgradu i Prisztiny powoli się normalizują, choć oczywiście nie ma mowy o uznaniu niepodległości Kosowa przez Serbię.

Drugi dokument z Bałkanami w tle pt."Wyższa konieczność" opowiada historię imigrantów uciekających na Zachód przez serbsko-węgierską granicę. Węgierscy reżyserzy Viktor Oszkár Nagy i András Petrik sportretowali w nim węgierską wieś, w której powstają obywtelskie patrole wyłapujące imigrantów i pobliską Suboticę, gdzie miejscowy duchowny stara się ułatwić przybyszom z biednych rejonów świata przedostanie się na Zachód.

O obu dokumentach, których pierwsze projekcje odbędą się już 26 maja, więcej napiszę w niedzielę, a dziś kilka słów o pozakonkursowej "Bałkańskiej duszy" w reżyserii Niemca Hermanna Vaske.

Ten przewodnik po bałkańskich stereotypach i cechach charakteru warto obejrzeć bez względu na stopień znajomości regionu. Występują w nim artyści i naukowcy różnych bałkańskich narodowości, znani poza granicami swoich państw- od lewicowego filozofa Slavoja Žižka ze Słowenii, przez przedstawicieli Serbii, wśród krótych są np. reżyser Emir Kusturica, muzyk Goran Bregović, reżyser Dušan Makavejev czy artystka i preformerka Marina Abramović, po pochodzącą z Bośni i Hercegowiny reżyserkę Jasmilę Žbanić, zdobywczynię berlińskiego Złotego Niedźwiedzia za poruszający film "Grbavica".

W filmie o bałkańskiej duszy i bałkańskiej naturze wypowiadają się też przedstawiciele Albanii, Kosowa, Rumunii, Bułgarii i Turcji. A jaka ona jest i czy narody mieszkające na południe od Austrii łączy jakiś wspólny mianownik?

Jeśli przyjęlibyśmy przytoczony przez Žižka - a faktycznie powszechny wśród bałkańskich narodów - poląd, że Bałkany są wszędzie, ale nie tam, gdzie dane państwo leży (np. dla Słoweńców zaczynają się w Chorwacji, dla Chorwatów w Serbii, a z kolei dla krajów leżących najbardziej na południu są gdzieś dużo bardziej na północy), musielibyśmy uznać, że Bałkanów nie ma... Większość narodów z tego regionu woli bowiem uważać się za przedstawicieli Europy Środkowej.

W ciągu 80 minut wywiadów z mieszkańcami Bałkanów i rozmowy z lubiącą ten region Angeliną Jolie (tak, tak - nie dziwcie się, w 2011 roku nakeciłą nawet słaby niestety melodramat o Bałkanach pod tytułem "Kraina miodu i krwi"), utwierdzamy się jednak w przekonaniu, że wspólna tożsamość, łącząca często zwaśnione narody, przynajmniej w dziedzinie kultury istnieje.

Zdaniem bohaterów filmu, któremu nota bene 10-15 minutowy skrót dobrze by zrobił, wśród cech łączących ludzi na Bałkanach, co nie powinno nikogo zaskoczyć, są m.in. płomienne charaktery, kreatywność i pomysłowość, muzykalność, zadziorność, gorące uczucia, delektowanie się alkoholami i wieczne rozdarcie wewnętrzne.

- Bałkański człowiek, chce opuścić Bałkany. Jak już to zrobi, tęskni za krajem. Jak znów przyjedzie w rodzinne strony martwi się, że nie może wyjechać. Jest wiecznie rozdarty - mówi Marina Abramović. Dodaje też, że region łączy światy Wschodu i Zachodu i jest jak most między nimi. - Na moście zawsze wieje, więc nie możesz stać na nim nieruchomo - podkreśla artystka tłumacząc tym bałkański twórczy niepokój, dzięki któremu region promieniuje energią.

Te cechy powodują, że jak twierdzi Jolie "Bałkany zarażają" i z tym w pełni się zgadzam - choć uważam, że w bałkańskiej duszy siedzi znacznie więcej niż pokazał niemiecki reżyser - a czytelników "Oka na Bałkany" zapraszam od jutra na trwający do 1 czerwca festiwal

***

Jak wiecie na Bałkanach trwa największa od 120 lat powódź. Skala zniszczeń, szczególnie w Bośni i Hercegowinie oraz w Serbii, jest ogromna. Gdybyście chcieli pomóc, zbiórki prowadzą m.in. Polska Akcja Humanitarna i Caritas Polska.

wtorek, 06 maja 2014
Rumuńska Bukowina - kraina serafinów i malowanych klasztorów

Serbia ma już nowy rząd, na którego czele 27 kwietnia stanął Aleksandar Vučić, niegdyś stronnik Slobodana Miloszevicia, potem członek nacjonalistycznej Serbskiej Parti Radykalnej (SRS), druh obecnego prezydenta kraju Tomislava Nikolicia, a teraz przywódca zwycięskiej Serbskiej Partii Postępowej (SNS), ale tym razem to nie Belgrad będzie w centrum uwagi. Dziś zapraszam do Rumunii. Tam, pośród wzgórz Bukowiny, z dala od polityki, ale dzięki unijnym funduszom, pięknieją średniowieczne malowane monastyry. Jeśli nie macie planów na czerwcowy weekend, kierunek bukowiński warto rozważyć!

Kiedy grubo ponad dekadę temu po raz pierwszy zawitałam na Bukowinę, nie miałam wątpliowści, że to nie tylko jeden z nejciekawszych regionów Rumunii, ale także całej Europy Środkowo-Wschodniej. Mozaika kultur, narodów, języków i religii. Do dziś fascynująca.

Patrząc na freski zdobiące z zewnątrz ściany tamtejszych pięknych malowanych klasztorów, np. w Suczawie, Worońcu, Moldowicy czy Humorze, przedstawiające zatroskanych prawosławnych świętych, anioły stąpające po "drabinie bytów" i główki uskrzydlonych serafinów, trudno nie zastanawiać się nad tym, jak zdolnymi artystami byli ich średniowieczni autorzy. Do dziś zadziwia też intensywność barw malowideł.

Ściany monastyru w Suczawie (na liście UNESO), fot. Agnieszka Skieterska

Dzieła wymagają jednak renowacji i tej pomaga Unia Europejska. Dzięki 3 mln euro unijnej dotacji odnowiony zostanie przepięknie położony i ważny dla Rumunów monastyr w Putnej, którego budowę ukończono w 1481 roku. Jego fundatorem był słynny hospodar mołdawski i uznawany za najwybytniejszego władcę średniowiecznej Mołdawii Stefan III Wielki, który także w tym miejscu jest zmarł i został pochowany. Dziś do Putnej szczególnie dużo osób pielgrzymuje 2 lipca, z okazji święta Stefana, który w 1992 roku został kanonizowany przez rumuńską cerkiew prawosławną. Data ta przypomina moment śmierci Stefana, który umarł 2 lipca 1504 roku, prawdopodobnie w wyniku otrucia. 

 Klasztor w Putnej, fot. Agnieszka Skieterska

A skoto już o dniach świętych mowa, to dziś na Bałkanach, szczególnie w Serbii, obchodzony jest Đurđevdan, czyli dzień świętego Jerzego, patrona m.in. Słowian. Święto to symbolicznie rozpoczyna także wiosnę.

Nawet jeśli nie znacie tego święta, to pewnie dzięki Kayah słyszeliście piosenkę "Đurđevdan" zespołu Bielko Dugme:

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 57
| < Wrzesień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Zakładki:

"Oko na Bałkany" na ekranie
Przegląd filmowy Oko na Bałkany