|
Archiwum
Zakładki:
LINKI
O AUTORCE ![]() kontakt: balcanicus[at]gmail.com |
wtorek, 27 lipca 2010
Nowe Horyzonty, Grbavica i bośniackie kino
Po ciężkich prawno-politycznych wynurzeniach o niepodległości Kosowa przyszła pora na kulturę! Na festiwal "Era Nowe Horyzonty" przyjechała Jasmila Žbanić, reżyserka filmu "Grbavica", nagrodzonego w 2006 roku w Berlinie Złotym Niedźwiedziem. 31 lipca we Wrocławiu odbędzie się polska prapremiera jej nowego filmu pt. "Jej droga" ( oryg. Na putu). Dziś w "Gazecie Wyborczej" możecie przeczytać rozmowę Tadeusza Sobolewskiego z bośniacką reżyserką pt. "Wszyscy jesteśmy radykałami". Ponieważ nie ma mnie we Wrocławiu (ani na trwającym właśnie Festiwalu Filmów w Sarajewie :(, a film Žbanić zobaczę dopiero we wrześniu, to dla równowagi polecam krytyczną recenzję i to prosto z Sarajewa. Kry, autorka bloga "Moje Sarajewo", w marcu napisała sporo o tym, jak ocenia drugi obraz młodej reżyserki (rocznik 1974). "Jej droga", choć właściwie powinno być "W drodze", dotyka problemu wahabizmu na Bałkanach. Nie będę się rozpisywać na ten temat, bo sprawa złożona, a moje stanowisko znacznie odległe od tez głoszonych przez orędowników istnienia "białej Al-Kaidy", więc zainteresowanych odsyłam do dwóch starszych tekstów, które popełniłam kiedyś w "Gazecie Wyborczej": Nie każdy wahabita jest terrorystą (2008) i Wahabici odbijają serbskie meczety (2007). Bez względu na to czy "Jej droga", mi się spodoba, czy nie, jestem wdzięczna Žbanić za to, że swym pierwszym filmem pokazała Europie, że ciekawe i nieckliwe kino o wojnie można robić także na Bałkanach. A także, że nie mieszkając w kraju o silnej i zamożnej kinematografii można odnosić sukcesy. A wracając do rozmowy w "GW", to zgadzam się też z nią w ocenie dokonań Kusturicy, lub raczej ich braku, w tym tysiącleciu :) Za co ma u mnie dużego plusa! Tym, którzy też nie są we Wrocławiu i będą czekać na film do września (wtedy ma premierę w naszych kinach) polecam dokument Jasmili "Obrazy zza rogu" (oryg. Slike sa ugla), który w czterech częściach można zobaczyć na Youtube: Część 1 Część 2 No i jest też "Grbavica" na DVD, a w dodatku można już ją kupić na stoiskach z tanimi filmami.
piątek, 23 lipca 2010
Kosowo-Serbia - trochę o uzasadnieniu trybunału sprawiedliwości
Warto było przeczytać 45-stronnicowe uzasadniene opinii Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości (ICJ) w sprawie legalności kosowskiej niepodległości. Choć szkoda, że dokopać się do niego nie było łatwo, bo trybunał dał ciała i przez cały wczorajszy dzień i niemal cały dzisiejszy jego strona internetowa nie była dostępna. Biorąc pod uwagę fakt, że od czasu powołania po II wojnie światowej sędziowie MTS wypowiadali się zaledwie bodaj 46 razy, to dosyć smutne, że gdy wreszcie mieli coś do powiedzenia, ciężko było dokładnie zapoznać się z ich stanowiskiem. Trudno, przynajmniej dziś opublikowali przeprosiny... Ale ad rem. Przede wszystkim podkreślam, że sędziowie odpowiadali wyłącznie na pytanie, czy ogłoszenie niepodległości jest zgodne z prawem międzynarodowym.
Reprodukcja deklaracji niepodległości Kosowa ogłoszonej 17.02.2008 wisi dziś w złotej ramie w gabinecie prezydenta Fatmira Sejdiu, fot. A.Skieterska Nie będę się odnosić do publicystycznych bredni, które przeczytałam i których wysłuchałam od wczoraj w różnych, także polskich, mediach na temat decyzji haskich sędziów. Zatem kilka punktów z opinii MTS, które wydały mi się ważne lub ciekawe. Sędziowie uważają, że:
Kilka fragmentów opinii trybunału świadczy moim zdaniem o tym, że przywódcy kosowskich Albańczyków odrobili solidnie lekcję z prawa międzynarodowego przed ogłoszeniem niepodległości. Gdy 17 lutego 2008 relacjonowałam z Prisztiny ogłoszenie niepodległości przez Kosowo, nikomu do głowy nie przyszło, że fakt iż dokument podpisał prezydent, a nie tylko parlamentarzyści, może mieć jakieś - poza symbolicznym -znacznie, a jednak miał. Serbom na otarcie łez pozostaje teraz wyrok w sprawie Haradinaja, który - zapewne nie przypadkowo - zapadł na dzień przed ogłoszeniem stanowiska sędziów MTS. Na koniec refleksja natury ogólnej. W komentarzach dotyczących wczorajszej opinii MTS (bo nie jest to wyrok!) często pojawia się argument, że może ona dać zielone światło innym separatystycznym regionom na świecie, które też chcą ogłosić niepodległość. Oczywiście, jak każde orzecznictwo tego typu, opinia ta będzie pewnie w przyszłości przywoływana, ale ci, którzy sądzą, że tworzy ona jakąś generalną regułę dotyczącą ogłaszania niepodległości i jego legalności, mylą się. Wystarczy przeczytać uzasadnienie sędziów, by wiedzieć, że ich argumenty mają zastosowanie do tego konkretnego przypadku i regionu funkcjonującego w oparciu o bardzo specyficzne reguły prawne, które określa głównie rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1244. Tym, którzy pewnym głosem mówią, że stanowisko MTS wpłynie na sytuację w Abchazji, Osetii czy Kraju Basków radzę zastanowić się, czy wpłynęło na nią np. ogłoszenie niepodległości przez Litwę, Chorwację czy Timor Wschodni? Całe stanowisko Międzynarodowego Trybunału Srawiedliwości w sprawie niepodległości Kosowa możecie przeczytać tu (uwaga! 242 strony, ale ważne jest 45 pierwszych), a krótkie podsumowanie tu. Kosowo-Serbia - 1:0, czyli mała analiza sytuacji po wczorajszym orzeczeniu
Belgrad i Prisztina żyją dziś jeszcze stanowiskiem Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości (MTS), najwyższego sądu ONZ, który wczoraj stwierdził, że w lutym 2008 roku Kosowo miało prawo ogłosić niepodległość i nie naruszyło tą decyzją prawa międzynarodowego. Swą opinię hascy sędziowie uzasadnili na 45 stronach (jeszcze to czytam:), ale tak czy inaczej pora na małą analizę krajobrazu po bitwie. Mój ulubiony Corax, który rysuje teraz dla serbskiego dziennika "Danas", jak zwykle ma na całą sprawę trzeźwe spojrzenie:
Z lewej Albańczyk w białych spodniach przypominających nasze góralskie i typowej białej czapce (zwanej plis), z prawej Serb w czetnickiej czapie a'la Draża Michajlović. Rysunek by Corax, 23.07.2010 Faktycznie, teraz Serbia musi zjeść tę żabę i wyjść z przegranej z twarzą. Prezydent Boris Tadić uspokajał wczoraj, że Belgrad ma "jasny plan działań dyplomatycznych"; że wyśle do 55 krajów swoich specjalnych przedstawicieli, którzy miejscowym przywódcom dostarczą osobiste przesłanie prezydenta Serbii; że kraj będzie podejmował próby obrony swych praw na forum Zgromadzenia Generalnego ONZ i chce, aby we wrześniu odbyła się tam debata o werdykcie MTS, który formalnie jest tylko "opinią doradczą", a nie decyzją czy wyrokiem. Tadić tradycyjnie przypomniał też, że Serbia nigdy niepodległości Kosowa nie uzna. Niby pięknie...
Niestety, moim zdaniem polityka Serbii wobec Kosowa od dawna wygląda mniej więcej tak, jak na załączonym drugim rysunku Coraxa (po lewej). Krótko mówiąc - Tadić (ten z pędzlem w ręku) jest w bardzo trudnej sytuacji, wyczerpał już niemal wszystkie środki prawne i dyplomatyczne. Zbliża się do ściany, powtarzając wciąż - jak na rysunku- hasło "Kosovo je Srbija". Tylko co z tego? Rząd, ani prezydent Serbii nie mają pomysłu jak wyjść z impasu. To niebezpieczne, bo kadencja obecnego parlamentu jest już niemal na półmetku, a im bliżej wyborów, tym sprawa Kosowa i gra na sentymentach Serbów będą odgrywały ważniejszą rolę. Tymi argumentami znów zaczną grać nacjonaliści. Tadić nie ma więc już dużo czasu na przekonanie wyborców, że ma jakiś realny plan wobec Kosowa, nie tylko ten retoryczny. A fakty są mało korzystne dla Belgradu, nie tylko dlatego, że 90 proc. ludności dwumilionowego Kosowa stanowią Albańczycy. Wbrew obawom wielu sytuacja w Kosowie generalnie jest spokojna i to mimo zmniejszającej się obecności wojsk NATO. Kosowscy Serbowie, choć na razie nie masowo, ale jednak, zaczęli brać udział w wyborach lokalnych organizowanych przez Albańczyków, co pokazały wybory z listopada 2009 (oczywiście są regiony, gdzie je bojkotują, ale są i takie, gdzie do urn poszło grubo ponad 30 proc., co przy 45 proc. frekwencji w całym kraju jest niezłym wynikiem). Przedstawiciele Serbów są też w kosowskim rządzie, a na podstawie rozmów z ludźmi śmiem twierdzić, że liczba tych, którzy nadal sądzą, że włądzę w Kosowie będzie sprawował Belgrad zmniejsza się w szybkim tempie. Czy to znaczy, że sytuacja w Kosowie jest już stabilna, a Serbia przegrała totalnie? Nie! Po pierwsze kosowscy Albańczycy wchodzą w najtrudniejszy czas, kiedy sam romantyzm i radość z niepodległości już nie wystarczą, a potrzeba ciężkiej pracy przy budowaniu i uzdrawianiu państwa. Niestety na razie władze w Prisztinie stawiają raczej na pustą retorykę. Wczoraj premier Kosowa Hashim Thaci rozpływał się nad tym, jak to wszystko świetnie idzie w jego kraju - że jego rodacy wiedzieli jak walczyć o niepodległość, że wiedzieli jak podążać demokratyczną drogą itd. Ładnie brzmi, tylko, że dwa lata po ogłoszeniu niepodległości fundamenty państwa zżera korupcja, a emerytura wynosi 70 euro i nie da się za nią przeżyć w Kosowie. Ludzie powoli mają tego dość. Po drugie Serbia, a zwłaszcza kosowscy Serbowie też mają w Kosowie wiele do wygrania i do zrobienia zarazem - od tego czy będą dobrze wykształceni, czy będą potrafili rozwijać biznes i skutecznie zabiegać o swoje interesy, o zachowanie wielowiekowego dziedzictwa zależy ich pozycja w Serbii, Kosowie i w szerszym kontekście także w Europie. Jeśli nie będą się o to bić na politycznym i gospodarczym forum, zostaną zmarginalizowani. Przed takimi działaniami sami mogą się ochronić najskuteczniej - prowadząc nowoczesną politykę, inwestując w edukację, patrząc na całą sytuację z lotu ptaka i w perspektywie dłuższej niż tydzień, czy najbliższa kampania wyborcza. Dwa lata po ogłoszeniu niepodległości przez Kosowo zarówno Boris Tadić jak i Hashim Thaci stoją przed podobnym zagrożeniem - ich wyborcy czekają teraz na decyzje i reformy, a nie jedynie gadanie o historii i niepodległości. To już zdecydowanie za mało, aby wygrać kolejne wybory, w obu krajach.
czwartek, 22 lipca 2010
Kosowo legalne - jest wyrok MTS
UPDATE - Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze zdecydował dziś w precedensowym postępowaniu, że ogłoszenie niepodległości przez Kosowo było legalne. Sędziowie trybunału ONZ mieli ciężki orzech do zgryzienia, bo zdawali sobie sprawę, że na ich decyzję mogą się w przyszłości powoływać inne separatystyczne regiony zabiegające o niepodległość. Dlatego eksperci prawni przewidywali, że wyrok nie będzie wskazywał jasnego zwycięzcy, ani przegranego. Według nieoficjalnych informacji portalu Blkaninsight.com, które właśnie się potwierdziły, dziesięciu z 14 sędziów opowiedziało się jednak za tym, że Kosowo mogło ogłosić niepodległość i nie naruszyło tym samym prawa międzynarodowego. Czterech sędziów miało przeciwne zdanie. Wyrok mnie nie dziwi, gdyby był inny mogłoby się okazać, że da się zakwestionować niepodległość byłych republik ZSRR, krajów bałtyckich, czy suwerenność państw, które kiedyś wchodziły w skład Jugosławii.
Prisztina, 16.02.2008, fiesta na dzień przed ogłoszeniem niepodległości. Fot. A.Skieterska Sprawa niepodległości Kosowa, ogłoszonej 17 lutego 2008 roku przez tamtejszych Albańczyków (stanowią ok. 90 proc. ludności Kosowa), trafiła do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości (ICJ) na wniosek Serbii za pośrednictwem Zgromadzenia Generalnego ONZ w październiku 2008 roku. Belgrad, który zabiegał o zbadanie sprawy, argumentował, że decyzja Prisztiny naruszyła integralność terytorialną Serbii. Sędziowie trybunału nie podzielili dziś tej opinii i wydali wyrok korzystny dla kosowskich Albańczyków. O godz. 15 rozpoczęło się odczytywanie werdyktu w tej sprawie. Dzisiejszy wyrok Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości wzmacnia pozycję Prisztiny w rozmowach z Serbami, którzy traktują dwumilionowe Kosowo jak część swojego terytorium i nie uznają jego niepodległości. Prawdopodobnie przyczyni się też on do uznania niepodległości Kosowa przez kolejne państwa. Do tej pory na taki krok zdecydowało się 69 krajów, w tym Polska. Z 27 państw członkowskich Unii Europejskiej Kosowa nie uznaje pięć: Hiszpania, Grecja, Cypr, Słowacja i Rumunia ( o której zapomniałam :), czyli kraje, które same mają kłopoty z mniejszościami narodowymi i boją się, że i one zaczną domagać się suwerenności, lub wzmocnią zabiegi o jej uzyskanie po precedensowym orzeczeniu MTS.
Jeszcze wczoraj i Belgrad i Prisztina szykowały się do świętowania decyzji haskich sędziów. Dziś wesoło będzie jednak tylko na Bulwarze Matki Teresy w Prisztinie. Mam nadzieję, że noc w Belgradzie, choć może nie najbardziej radosna, będzie spokojna... Jak przeczytam wieczorem uzasadnienie wyroku, to trochę o nim napiszę, bo sprawa precedensowa i to właśnie uzasadnienie jest najciekawsze. P.S. Dziś strona trybunału się nie otwierała, więc nie mogłam się dostać do pełnego tekstu uzasadnienia. Może jutro...
środa, 21 lipca 2010
Były premier Kosowa wrócił za kratki - zakakujący wyrok w Hadze
Ramush Haradinaj, były dowódca Wyzwoleńczej Armii Kosowa, a potem premier Kosowa, wróci do więzienia w Hadze, a jego proces rozpocznie się ponownie - uznali dziś sędziowie drugiej instancji Międzynarodowego Trybunału Karnego ds. Zbrodni w b. Jugosławii (ICTY). Ich decyzja jest wielkim zaskoczeniem. Będzie to pierwszy proces haski, który zostanie przeprowadzony ponownie. Sprawa Haradinaja oskarżanego o najcięższe zbrodnie wojenne popełnione w latach 1998-99 przeciwko niealbańczykom (głównie Serbom) budzi na Bałkanach duże zainteresowanie. Albańczycy z Kosowa śledzą ją, bo wpływowy polityk jest postacią bardzo dobrze rozpoznawalną i przez część społeczeństwa uznawaną za bohatera. Serbowie też się interesują, bo wielu z nich uważa, że uwolnienie Haradinaja przez trybunał ONZ to koronny dowód jego stronniczości i "antyserbskości". Ja regularnie obserwuję sprawę Haradinaja przede wszystkim dlatego, że werdykt trybunału, który w 2008 roku w pierwszej instancji z braku dowodów uniewinnił byłego premiera Kosowa, ale jednocześnie przyznał, że świadkowie oskarżenia odmawiali zeznań przeciwko niemu bo byli zastraszani, uważam, za dużą porażkę haskich sędziów i prokuratorów. Po dzisiejszym zaskakującym wyroku sądu II instancji, który nakazał nie tylko częściowe ponowne rozpatrzenie sprawy (to pierwszy taki przypadek w historii tej instytucji), ale też natychmiastowe aresztowanie Haradinaja, wszystko może się jednak zmienić.
Triumfalny powrót Haradinaja do Kosowa w kwietniu 2008 roku i powitanie z byłymi towarzyszami broni. Na odczytaniu wyroku w Hadze stawił się zarówno Haradinaj, który od 2008 roku znów przebywał w Kosowie, jak i oskarżony w tym samym procesie i też pierwotnie uniewinniony Idriz Balaj. Dzisiejsza decyzja o zatrzymaniu ich obu była bardzo zaskakująca dla Haradinaja, który pierwotnie miał nawet nie pojawić się na ogłoszeniu wyroku drugiej instancji. Polityk zmienił zdanie, gdy okazało się, że 19 lipca sąd wydał nakaz jego aresztowania i prawdopodobnie i tak zostałby doprowadzony do Hagi. Jego współpracownicy twierdzą jednak, że aresztowania się nie spodziewał. Werdykt II instancji o ponownym przeprowadzeniu procesu, to druga szansa dla prokuratury. Zobaczymy, czy uda się jej z niej skorzystać... Nicolae Ceausescu wykopany
![]() Dwadzieścia jeden lat po zakończeniu rumuńskiej rewolucji ciała komunistycznego dyktatora kraju Nicolae Ceauşescu i jego żony Eleny zostały dziś ekshumowane na cmentarzu w Bukareszcie. Od lat zabiegała o to ich córka Zoe, a po jej śmierci krewni. Dążenia rodziny wspierali także rumuńscy komuniści. Po wydaniu wyroku przez powołany ad hoc Wojskowy Trybunał Specjalny i rozstrzelaniu małżeństwa Ceauşescu w grudniu 1989 roku Zoe miała wątpliwości czy w dwóch mogiłach na bukareszteńskim cmentarzu Ghencea faktycznie pochowano jej ojca i matkę. Aby uzyskać pozwolenie na ekshumację córka "Geniusza Karpat", którego prawie 25-letnie rządy doprowadziły kraj do ruiny, w marcu 2005 roku wytoczyła proces przeciwko rumuńskiemu Ministerstwu Obrony i administracji cmentarza, który ciągnął się przez ostatnie lata. Początkowo sąd odrzucił wniosek Zoe, ale apelacje okazały się skuteczne. Ich wyniku córka rumuńskiego dyktatora jednak nie doczekała. Zmarła na raka płuc 1 listopada 2006 roku. Po jej śmierci starania o otwarcie mogił nadal kontynuowali krewni Zoe - jej przyrodni, adoptowany przez Ceauşescu brat Valentin (jedyny żyjący do dziś z trójki dzieci Nicolae i Eleny) oraz mąż Mircea Opran. W czerwcu 2008 roku sąd apelacyjny nakazał ministerstwu obrnony, by przedstawiło ono niezbite dowody, że w mogiłach faktycznie spoczywa małżeństwo Ceauşescu. W tym czasie rodzina Ceauşescu stała się też prawnym dysponentem mogił w Bukareszcie, co ułatwiło ekshumację. Lekarze medycyny sądowej dziś o godz. 7.30 rozpoczęli kilkugodzinne prace. Ze szczątków pobrali DNA, ale według rumuńskich mediów badanie materiału genetycznego może potrwać nawet do sześciu miesięcy. Valentin Ceauşescu i wdowiec po Zoe zapowiedzieli, że jeśli badania DNA nie potwierdzą tożsamości Nicolae i Eleny, złożą pozew przeciwko państwu rumuńskiemu i będą domagali się zadośćuczynienia. Nicolae i Elena Ceauşescu zostali rozstrzelani 25 grudnia w czasie rumuńskiej rewolucji w mieście Târgovişte. Ich ciała początkowo pochowano na cmentarzu w Bukareszcie pod fałszywymi nazwiskami. Na zdjęciu mogiła Nicolae Ceauşescu w Bukareszcie. |