Bałkański blog Agnieszki Skieterskiej, pisany od 2007 :: And all that will be left are the stories we have told
sobota, 18 października 2014
Trzy nagrody dla bałkańskiego kina na 30. Warszawskim Festiwalu Filmowym

Rumuński film "Toto i jego siostry" zdobył nagrodę dla najlepszego filmu dokumentalnego 30. Warszawskiego Festiwalu Filmowego (WFF), a za najlepszego reżysera uznano Chorwata Ognjena Svilicicia, autora filmu "Takie są zasady". Także bułgarska "Lekcja" wyjedzie ze stolicy Polski z laurem dla młodych reżyserów. Warsaw Grand Prix, czyli główną nagrodę festiwalu otrzymał chiński film "Trumna w górach" w reżyserii Xin Yukun.

Od dawna miłośnicy bałkańskiego kina nie mogli na WFF zobaczyć tylu dobrych filmów z tego regionu, ile pojawiło się ich w tym roku. Dokument "Toto i jego siostry" Alexandra Nanau w pełni zasłużył na najwyższy laur festiwalowy w swojej kategorii. Film opowiada o losie trójki romskiego rodzeństwa, które wychowuje się w cygańskim gettcie, czyli Sektorze 5, dzielnicy Bukaresztu. To jak żyją i jakie problemy mają dzieci i ich najbliższe otoczenie dla publiczność w większości europejskich miast jest szokujące. Poprzez znalezienie Toto, głównego bohatera filmu i dzięki odkryciu jego niespodziewanego talentu reżyserowi udało się jednak uniknąć dość banalnej opowieści od ciężkim życiu w trudnych warunkach.

Dokument o cygańskich kwartałach rumuńskiej stolicy - Rahovej, Ferentari i Giurgiului, jest mi szczególnie bliski, bo siedem lat temu Sektor 5 stał się tematem mojego reportażu w "Gazecie Wyborczej". Do dziś pamiętam dźwięk rozdeptywanych strzykawek, na które nie sposób było nie wdepnąć chodząc po ulicach romskich osiedli, gdzie narkomania jest gigantycznym porblemem. 

Ulica w Sektorze 5, fot. A.Skieterska

Jak dzielnica wyglądała wówczas, możecie zobaczyć w mojej galerii zdjęć. Po filmie o losach Toto i jego sióstr, wiem, że niestety nic się tam nie zmieniło. 

Dziewczynki z Sektora 5, fot. A. Skieterska

Poza nagrodzonym dokumentem rumuńskim na tegorocznym WFF widziałam jeszcze dwa inne bałkańskie warte zobaczenia. Jednym z nich był film "Wujek Tony, trzej głupcy i służba bezpieczeństwa", czyli opowieść o genialnym bułgarskim twórcy filmów aniomowanych Antonym "Tonym" Trajanowie, który dla Bułagrów i świata przez lata pozostawał anonimowy pracując na nazwisko powszechnie uwielbianego karykaturzysty i reżysera filmów aniomowanych Donio Donewa.

Choć obaj stanowli utalentowany duet, to splendor, pieniądze i sława przypadły w udziale tylko Donio, który całkiem niedawno okazała się być długoletnim współpracownikiem tajnych służb komunistycznej Bułgarii...

Demaskatorska opowieść o Donio Donewie autorstwa dwóch młodych bułgarskich reżyserek Veseli Kazakovej i Miny Milevaej, z których jedna była uczennicą Tonego, wywołała w Bułgarii wielką aferę i niechęć wielu postaci ze świata filmu, do tego stopnia, że film miał problemy z dystrybucją, a bułgarska telewizja państwowa odmówiła jego emisji. Mimo tych problemów przez 7 miesięcy można go było oglądać w bułgarskich kinach.

Drugim wartym zobaczenia dokumentem był rumuńsko-serbski "Las" w reżyserii Sinišy Dragina. Opowiedziana w nim historia pewnego XIX-wiecznego obrazu rumuńskiego malarza Iona Andreescu jest tłem do opowieści o Jugosławii, a także porównania dyktatur josipa Broz Tity i Nicolae Ceausescu.

Wśród autorów bałkańskich filmów fabularnych w tym roku najważniejszą nagrodę, za najlepszą reżyserię, zdobyła kinematografia chorwacka. Dramat rodzinny w reżyserii Ognjena Svilicicia pokazujący zderzenie jednoski z bezdusznymi służbami publicznymi i biurokracją jest przerażający, bo historia opowiedziana przez niego mogłaby się wydarzyć w większości krajów świata, a na pewno w każdym z krajów Europy Środkowo-Wschodniej...

Ostatnim z nagrodzonych na tegorocznym WFF bałkańskich filmów w jest "Lekcja" w reżyserii dwojga Bułgarów Kristiny Grozevej i Petara Valchanova. Tego filmu wyróżnionego w kategorii "1-2", czyli dla autorów pierwszego lub drugiego filmu fabularnego w karierze, jednak nie widziałam, więc zachęcam tylko do zapoznania się z informacją o nim na stronie WFF.

 

 

Wahova- Ferentari- Giurgiului

niedziela, 25 maja 2014
Bałkany od podszewki, czyli dyplomacja od kuchni i w terenie

Dwa filmy o Bałkanach startują w tegorocznym konkursie filmów dokumentalnych na rozpoczynającym się dziś 54. Krakowskim Festiwalu Filmowym. Przybliżający bałkańskie problemy węgierscy "Mediatorzy" i duńska "Wyższa konieczność" pokazują, jak ciężko rodzą się dyplomatyczne porozumienia i jak światowa polityka puka do naszych drzwi, nawet gdy tego nie planujemy. Oba dokumenty są zdecydowanie warte zobaczenia.

Duszny gabinet w Brukseli, w nim brytyjski dyplomata i strateg Robert Cooper, bohater filmu "Mediatorzy", reprezentujący Unię Europejską w pierwszych w historii bezpośrednich rozmowach między Serbią a Kosowem, które rozpoczęły się 8 marca 2011 roku, trzy lata po ogłoszeniu niepodległości przez kosowskich Albańczyków.

Przy stole w pokoju Coopera, po wielu rundach negocjacji, od kilku godzin trwają końcowe rozmowy między wicepremier Kosowa Editą Tahiri i Borko Stefanoviciem, reprezentantem rządu Serbii. Stawką jest szybkie przyznanie Serbii statusu kandydata do Unii Europejskiej i bliższa współpraca Kosowa z UE.

Reprezentanci Prisztiny i Belgradu walczą o każde słowo porozumienia, a duńska dokumentalistka Karen Stokkendal Poulsen towarzyszy im z kamerą w ważniejszych momentach. Zapis rozmów pokazuje pasjonujące kulisy dyplomacji. Nie łatwo je oddać w atrakcyjny dla widza sposób, ale Dunce to zadanie się udaje.

W filmie zabrakło mi tylko jednego - pokazania widzom, czemu porozumienie uzgodnione ostatecznie 24 lutego 2012 roku było istotne i co zmieniło, a przecież wśród ustaleń znalazło się wówczas sporo ważnych dla zwykłych ludzi spraw m.in.: wzajemne uznawanie dyplomów uniwersyteckich, uznanie przez Serbię kosowskiej kontroli celnej i kosowskiej reprezentacji w organizacjach regionalnych.


The Agreement/Forhandleren trailer UK subs
from Bullitt Film on Vimeo. 

Dokument "Mediatorzy" kończy się w chwili uzgodnienia tekstu pierwszego porozumienia między dwoma krajami, jednak przy tej okazji warto dodać, że w kwietniu 2013 roku Kosowo i Serbia podpisały drugi wspólny dokument, tzw. Porozumienie brukselskie, które było negocjowanie przez premierów obu krajów. Po jego podpisaniu Komisja Europejska zarekomendowała rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych z Serbią (rozpoczęły się w styczniu 2014 r.) i prac nad umową stowarzyszeniową z Kosowem (proces zaczął się w październiku 2013 r.).

Z zupełnie innej perspektywy widzimy Bałkany i Unię Europejską w świetnym węgierskim dokumencie pt. "Wyższa konieczność". Viktor Oszkár Nagy i András Petrik opowiadają w nim historię pogranicza węgiersko-serbskiego, które dla przybyszów z Afganistanu, Mali czy Ghany staje się bramą do lepszego świata lub też barierą niemożliwą do pokonania, od której niczym od trampoliny odbijają się wracając po kilka-kilkanaście razy do Serbii i czekając na kolejną szansę.

Pastor Tibor Varga z jednym z imigrantów, kadr z filmu "Wyższa konieczność"

Imigranci, mimo zimy i trudnych warunków, próbują przedostać się z serbskiej Suboticy do węgierskiej miejscowości Röszke. Zmarzniętym i głodnym, koczującym w foliowych prowizorycznych namiotach pomaga węgierski pastor Tibor Varga mieszkający w Serbii. Z drugiej strony przeprawę na Węgry próbują uniemożliwić im tamtejsza wyposażona w kamery termowizyjne Straż Graniczna pilnująca granicy Unii Europejskiej, ale też Gwardia Obywatelska złożona z miejscowych ochotników z Röszke...

Trailer filmu "Wyższa konieczność" >>>

Oglądając film przypominały mi się historie z różnych zielonych granic, które widziałam- czy to w Bieszczadach, na pograniczu polsko-ukraińskim, czy w okolicach bośniackiego miasteczka Trebinje, gdzie wiedzie szlak przemytniczy z Czarnogóry. Wszędzie tam, pod osłoną nocy, rozgrywają się ludzkie dramaty, a mieszakańcy pobliskich miejscowości odczuwają skutki konfilktów zbrojnych czy przewrotów, które toczą się tysiące kilometrów od ich domów. Czasami ofiary tych wydarzeń dosłownie pukają do ich drzwi, często w letnich strojach w środku zimy lub na skraju wyczerpania.

Autorzy filmu nie oceniają czyja postawa - pastora czy gwardzistów-ochotników - jest lepsza. Zwracają jednak uwagę na problem coraz większej liczby imigrantów, którzy szukają w Europie schronienia i na to, w jaki sposób UE próbuje sobie z nimi poradzić. Rocznie w Unii Europejskiej - jak podają węgierscy dokumentaliści - odnowtowuje się ok. 100 tys. prób nielegalnego przekroczenia granic Wspólnoty. Granicę serbsko-węgierską dziennie próbuje pokonać ok. 100 osób.

54. Krakowski Festiwal Filmowy trwa do 1 czerwca. 

 

Sprawdź projekcje "Mediatorów" i "Wyższej konieczności".

Zobacz opisy wszytkich filmów 54. Krakowskiego Festiwalu Filmowego >>>

sobota, 24 maja 2014
Bałkany zarażają! - bałkańskie kino na Krakowskim Festiwalu Filmowym

Po raz 54 w niedzielę 25 maja w Krakowie rozpocznie się uczta dla miłośników filmów dokumentalnych, krótkich metraży i animacji. Na tegorocznym Krakowskim Festiwalu Filmowym na widzów czeka 110 filmów, wśród których nie zabraknie produkcji opowiadających o Bałkanach. 

W konkursie pełnometrażowych filmów dokumentalnych zobaczymy dwa bałkańskie tytuły. "Mediatorzy" duńskiej reżyserki Karen Stokkendal Poulsen opowiadają o serbsko-kosowskich negocjach toczących się pod auspicjami Unii Europejskiej, w wyniku których stosunki Belgradu i Prisztiny powoli się normalizują, choć oczywiście nie ma mowy o uznaniu niepodległości Kosowa przez Serbię.

Drugi dokument z Bałkanami w tle pt."Wyższa konieczność" opowiada historię imigrantów uciekających na Zachód przez serbsko-węgierską granicę. Węgierscy reżyserzy Viktor Oszkár Nagy i András Petrik sportretowali w nim węgierską wieś, w której powstają obywtelskie patrole wyłapujące imigrantów i pobliską Suboticę, gdzie miejscowy duchowny stara się ułatwić przybyszom z biednych rejonów świata przedostanie się na Zachód.

O obu dokumentach, których pierwsze projekcje odbędą się już 26 maja, więcej napiszę w niedzielę, a dziś kilka słów o pozakonkursowej "Bałkańskiej duszy" w reżyserii Niemca Hermanna Vaske.

Ten przewodnik po bałkańskich stereotypach i cechach charakteru warto obejrzeć bez względu na stopień znajomości regionu. Występują w nim artyści i naukowcy różnych bałkańskich narodowości, znani poza granicami swoich państw- od lewicowego filozofa Slavoja Žižka ze Słowenii, przez przedstawicieli Serbii, wśród krótych są np. reżyser Emir Kusturica, muzyk Goran Bregović, reżyser Dušan Makavejev czy artystka i preformerka Marina Abramović, po pochodzącą z Bośni i Hercegowiny reżyserkę Jasmilę Žbanić, zdobywczynię berlińskiego Złotego Niedźwiedzia za poruszający film "Grbavica".

W filmie o bałkańskiej duszy i bałkańskiej naturze wypowiadają się też przedstawiciele Albanii, Kosowa, Rumunii, Bułgarii i Turcji. A jaka ona jest i czy narody mieszkające na południe od Austrii łączy jakiś wspólny mianownik?

Jeśli przyjęlibyśmy przytoczony przez Žižka - a faktycznie powszechny wśród bałkańskich narodów - poląd, że Bałkany są wszędzie, ale nie tam, gdzie dane państwo leży (np. dla Słoweńców zaczynają się w Chorwacji, dla Chorwatów w Serbii, a z kolei dla krajów leżących najbardziej na południu są gdzieś dużo bardziej na północy), musielibyśmy uznać, że Bałkanów nie ma... Większość narodów z tego regionu woli bowiem uważać się za przedstawicieli Europy Środkowej.

W ciągu 80 minut wywiadów z mieszkańcami Bałkanów i rozmowy z lubiącą ten region Angeliną Jolie (tak, tak - nie dziwcie się, w 2011 roku nakeciłą nawet słaby niestety melodramat o Bałkanach pod tytułem "Kraina miodu i krwi"), utwierdzamy się jednak w przekonaniu, że wspólna tożsamość, łącząca często zwaśnione narody, przynajmniej w dziedzinie kultury istnieje.

Zdaniem bohaterów filmu, któremu nota bene 10-15 minutowy skrót dobrze by zrobił, wśród cech łączących ludzi na Bałkanach, co nie powinno nikogo zaskoczyć, są m.in. płomienne charaktery, kreatywność i pomysłowość, muzykalność, zadziorność, gorące uczucia, delektowanie się alkoholami i wieczne rozdarcie wewnętrzne.

- Bałkański człowiek, chce opuścić Bałkany. Jak już to zrobi, tęskni za krajem. Jak znów przyjedzie w rodzinne strony martwi się, że nie może wyjechać. Jest wiecznie rozdarty - mówi Marina Abramović. Dodaje też, że region łączy światy Wschodu i Zachodu i jest jak most między nimi. - Na moście zawsze wieje, więc nie możesz stać na nim nieruchomo - podkreśla artystka tłumacząc tym bałkański twórczy niepokój, dzięki któremu region promieniuje energią.

Te cechy powodują, że jak twierdzi Jolie "Bałkany zarażają" i z tym w pełni się zgadzam - choć uważam, że w bałkańskiej duszy siedzi znacznie więcej niż pokazał niemiecki reżyser - a czytelników "Oka na Bałkany" zapraszam od jutra na trwający do 1 czerwca festiwal

***

Jak wiecie na Bałkanach trwa największa od 120 lat powódź. Skala zniszczeń, szczególnie w Bośni i Hercegowinie oraz w Serbii, jest ogromna. Gdybyście chcieli pomóc, zbiórki prowadzą m.in. Polska Akcja Humanitarna i Caritas Polska.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:

"Oko na Bałkany" na ekranie
Przegląd filmowy Oko na Bałkany